ebook Dygot
3.99 / 5.00 (liczba ocen: 5499)

Dygot
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo SQN
Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 14.99
Audiobook - najniższa cena: 34.40
wciąż za drogo?
EMPIK#EMPIK CW
EMPIK#EMPIK CW
34.40 złpremium: 18.50 zł Lub 18.50 zł
27.90 zł
28.39 zł
28.79 zł
29.90 zł
14.99 zł
22.14 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (15)
Inne proponowane

Porywająca opowieść o pięknie i okrucieństwie polskiej prowincji.

Kończy się wojna. Jan Łabendowicz odmawia pomocy uciekającej Niemce i ta przeklina jego rodzinę. Wkrótce na świat przychodzi syn Jana: chłopiec o śnieżnobiałej skórze. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w starej szafie wybucha zapomniany granat, burząc życie Bronka Geldy i jego kilkuletniej córki.

Na losy Geldów i Łabendowiczów wpływają kolejne dziejowe zawirowania i przepowiednie, a także osobiste słabości i obsesje. Drogi obu rodzin przecinają się w zaskakujący i niespodziewany sposób. Na dobre zespaja je uczucie dwojga odmieńców: introwertycznego albinosa i okaleczonej w płomieniach dziewczyny.

Dygot to powieść uwielbiana przez czytelników i ciesząca się uznaniem krytyki. Jakub Małecki w sposób godny mistrzów przeplata grozę istnienia z nostalgią za światem, który bezpowrotnie przeminął.

Dygot od Jakub Małecki możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Prawdziwymi szaleńcami są ci, którzy patrzą na to wszystko dookoła i pozostają normalni.
W nienasyceniu życia głęboko ukrytego w cierpieniu, w polnej drodze pamiętającej przemarsz Ruskich, w budzącej się do życia cichej nadziei nowego dnia, miesiąca, czy może roku. W prostej materii budzącego się do życia narodu czas jedną miarką odmierza życie Geldów, drugą, mniejszą, a może odrobinę większą wpływa na losy Łabendowiczów.
Z głębokiej czeluści końca wojny, jak z ciemnej studni, wyłania się powoli nieśmiała i niepewna swego radość życia. Jedno tajemnicze słowo - pomarańcza - drugie tlące się w duszy w tragedii nieświadomego dziecka. Strzępek, duch, mara nocna, a może coś, co w bliżej nieokreślony sposób przypomina człowieka?
Kropla. Kolejna kropla. Prześwit w dachu w ciemnej nocy zimna otchłań. I jeszcze coś, o czym może później. (…)

Cała recenzja na blogu: Dygot

Ocena: 6/6
©Żółta karteczka
Od kilku dni jestem rozDYGOTana. Jak to możliwe, że do tej pory nie sięgnęłam po żadną książkę Jakuba Małeckiego? Powieść, o której Wam dzisiaj opowiem, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie! Przepięknie napisana historia „bezbarwnego” Wiktora jeszcze długo będzie grać w mojej duszy.

Nad rodziną Jana Łabendowicza zawisła klątwa rzucona przez Niemkę uciekającą przed Armią Czerwoną. Mężczyzna odmówił kobiecie pomocy, w zamian za to los obdarzył go synem o skórze i włosach białych jak śnieg. Na wsi pełnej przesądów i uprzedzeń „bezbarwny” chłopak nie ma łatwego życia.

Z klątwą mierzy się także małżeństwo Heleny i Bronka Geldów. Zgodnie z przepowiednią złośliwej Cyganki ich córka zostaje ciężko poparzona. Dziewczynce udaje się przeżyć, ale od tej pory wśród lokalnej społeczności wzbudza niezdrową ciekawość, a czasem wręcz obrzydzenie.

Od czasów wojny do współczesności. Ścieżki tych dwóch naznaczonych rodzin w pewnym momencie połączą się, a okrutny los znów sobie z nich zadrwi. Czy mimo piętna odmienności i krążącego nad głowami fatum zaznają choć odrobiny szczęścia?

Większość z Was doskonale zna Jakuba Małeckiego i niektórzy zapewne niejedną jego powieść mają już za sobą. Jeśli jednak są tu tacy, którzy z twórczością tego autora jeszcze nie zdążyli się zaprzyjaźnić, gorąco zachęcam, by jak najszybciej zmienili ten smutny stan rzeczy. Drodzy moi, tracicie naprawdę wiele (tak jak ja do tej pory). Małecki to według mnie absolutny literacki geniusz! Aż nie chce się wierzyć, że ten młody człowiek potrafi pisać z tak ogromnym ładunkiem emocjonalnym, a przede wszystkim stylem, który – co tu dużo mówić – wywołuje egzystencjalny dygot. Ostatni raz coś podobnego dopadło mnie, gdy lata temu czytałam Tokarczukowy Prawiek. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że kiedyś to jeszcze poczuję.

Dygot to powieść wielowymiarowa, do głębi poruszająca, obnażająca wszystkie niedoskonałości ludzkiej egzystencji i ułomności człowieczej natury. Z jednej strony udowadnia, że przed przeznaczeniem nie da się uciec, z drugiej zaś doskonale pokazuje, w jaki sposób zmieniamy nasz los w samospełniającą się przepowiednię. Strach, słabości, obsesje, niespełnione namiętności − wszystko to zostawia w naszej duszy trwały ślad. Małecki zadaje ważne pytania, między innymi o wolną wolę. Czy człowiek faktycznie jest jak maszyna? Czy nie ma prawa głosu? Czy jego zachowanie i życiowe wybory są tylko sumą rzeczy, które mniej lub bardziej na niego oddziałują? I gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Czy to możliwe, że jest tylko złośliwym starcem, który co chwila śmieje się nam w twarz? Jedno w tym wszystkim jest pewne: nie każdą winę można odkupić, a za złe uczynki prędzej czy później spotka nas kara. Życie bowiem zatacza koło, (…) musi zatoczyć koło, inaczej się nie da. Ty siałeś krzywdę i krzywdę teraz zbierasz.

Zarówno historia mierzącego się z albinizmem „bezbarwnego” Wiktora, jak i oszpeconej przez ogień Emilii dotyka ponadto problemu życia z piętnem odmienności. I choć czasy, w których wydarzyła się ta historia, dawno są już za nami, a z ust co chwila padają wzniosłe słowa o tolerancji i akceptacji drugiego człowieka, przesłanie powieści jest nadal aktualne. Bo wszystko, co wymyka się z ram, w pierwszym odruchu wciąż jest trudne do zaakceptowania, a przynajmniej wzbudza w człowieku niezdrową ciekawość – i raczej to się nie zmieni, nawet za sto lat.

Powieść Małeckiego nie jest łatwa w odbiorze i moim zdaniem nie każdy jest w stanie udźwignąć jej ciężar. Pełno w niej bolesnych kontrastów, okrutnego realizmu i nieustannego boksowania się z przeznaczeniem. Nieliczne chwile szczęścia, których jesteśmy świadkami, pojawiają się jakby za mgłą – rozmyte, ulotne, trudne do zapamiętania. Giną w morzu beznadziei i smutnej refleksji nad życiem. Jednak mimo ciężkiego tematu i momentami plującej mrokiem gęstej atmosfery książkę czyta się rewelacyjnie. Oszczędny, surowy i bardzo dosadny styl Małeckiego ma w sobie jednocześnie coś z magii, poezji, pięknego snu. Podczas lektury niejednokrotnie odpływałam w zupełnie inny wymiar, wyraźnie czując, że jestem częścią tej historii. I równie często jak jej bohaterów dopadał mnie tytułowy dygot…

Dygot Jakuba Małeckiego to rozszarpująca na strzępy, nieszablonowa opowieść o sensie ludzkiego istnienia. Z solidną dawką niepokoju i wymownym zakończeniem. Ogromny plus za piękną, hipnotyzującą okładkę.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Jakub Małecki ten rok zaliczy do niezwykle udanych. Premiera Rdzy dobitnie utwierdziła czytelników w przekonaniu, że warto sięgać po młodego, polskiego autora. Ja sama uległam Rdzy i wątpię bym przeczytała w tym roku lepszą książkę.

Dygot to moje trzecie spotkanie z Małeckim i opisywaną przez niego rzeczywistością. Czas wojny i następujące po niej lata to ulubione czasy autora. Bohaterowie Dygotu również ich doświadczają. Wiktor to człowiek inny. Z początku odrażający, onieśmielający i budzący strach. Jego bladość, niezrozumiała wśród mieszkańców polskiej wsi, z czasem oswojona jako tajemniczy albinizm na zawsze stygmatyzuje jego życie i jego życie zakończy. Jednak ludzie nie wiedzą do końca jakie życie ma Wiktor, co widzi, co słyszy i co czuje. Jakub Małecki ponownie porusza w swojej książce bardzo ważny temat. Odmienność. Stygmatyzowanie. Naznaczanie. Kiedy Wiktor spotyka "czekających na niego za wiaduktem" pomyślałam, że w dzisiejszym świecie ciągle jeszcze można spotkać takich ludzi. Ludzi, którzy ze strachu przed innością, z braku wiedzy reagują przemocą, siłą chcą pokonać innego.

Dygot to ważna opowieść o ludziach, polskiej mentalności zmieniającej się wraz z biegiem lat. Szalone lata dziewięćdziesiąte, kojarzone z kiczem i eksplozją możliwości, są tak samo trudne dla Sebastiana – syna Wiktora, jak lata wojny dla Jana. Z innych powodów, ale jednak trudne. Ballada o polskiej prowincji (jak głosi okładka) jest niesamowicie przepełniona emocjami, ludzkimi dylematami i siłowaniem się z życiem na rękę. Tylko kto w tym pojedynku jest silniejszy?

Ocena: 5/6
©Idę czytać
Dygot to saga rodzinna, której akcja dzieje się na wielkopolskiej wsi i w Poznaniu od lat 30. XX wieku aż do 2004 roku. Poznajemy Janka Łabendowicza, który ma odwieźć do Niemiec uciekającą przed Armią Czerwoną Niemkę, ale porzuca ją w drodze. Kobieta przeklina go za to, grożąc, że urodzi mu się diabeł, przeklęte dziecko. Niedługo potem na świat przychodzi Wiktuś, chłopiec dotknięty albinizmem… Na wsi ta choroba to przekleństwo, dlatego chłopiec szybko zaczyna być szykanowany i prześladowany. Niektórzy wierzą nawet, że narządy i krew „bielutkiego chłopca” mają uzdrawiającą moc... Gdy we wsi wybucha epidemia grypy, Wiktor poznaje, czym jest prawdziwa nienawiść, bo staje się kozłem ofiarnym miejscowej ludności.

Z drugiej strony mamy rodzinę Geldów. Mała Emilka zostaje poparzona w wyniku wybuchu granatu. Jej ojciec, Bronek, słyszy straszną przepowiednię – w zamian za szczęście swojej córki, będzie musiał oddać coś bardzo cennego… Dziewczynka pozna w życiu miłość, ale ten, kto ją pokocha, nie będzie całkiem normalny… jak można się domyślić, Emilia zakochuje się w Wiktorze, i z wzajemnej fascynacji rodzi się wielka miłość. By dowiedzieć się, co się stanie, gdy losy Łabendowiczów i Geldów się splotą, będziecie musieli sięgnąć po Dygot.

Straszliwe przekleństwo i cygańska przepowiednia – świat bohaterów powieści zanurzony jest w realizmie magicznym. Cała ta historia przedstawia walkę z losem i własnym życiem, które staje się próbą oszukania rzeczywistości. Niestety nie da się odwrócić tego, co jest nam pisane. Jednak pomimo tragedii, z którymi na co dzień się stykamy, życie toczy się dalej. Pomimo dygotu. Dygotu przed tym co nastąpi, dygotu na wspomnienie tego, co już było. Dygot to życie. Dygot – to my.

Warto sięgną po Dygot ze względu na jego bohaterów. Emilia i Wiktor tworzą niezwykłą parę. Oboje są dotknięci klątwą, oboje cierpią z powodu swojego wyglądu. Wiktor jest szykanowany i doświadcza nienawiści od dzieciństwa. Nawet najbliżsi czasem czują się w jego towarzystwie nieswojo. Emilia z kolei cierpi w duchu, ponieważ nigdy nie pogodziła się do końca ze swoim okaleczonym ciałem. Oboje pełni są wątpliwości co do swoich uczuć, miotają się między tym, co prawdziwe, a tym, co w marzeniach. Wydaje mi się, że każdy z nas nosi w sobie cząstkę Emilii lub Wiktora, dlatego warto przeczytać powieść Małeckiego i przyjrzeć się dokładnie jej bohaterom.

W końcu Dygot to też literacka uczta. To przepięknym językiem opowiedziana historia zmian, które zaszły w naszym kraju przez 70 lat. Moją szczególną uwagę zwrócił opis barwnych lat 90., które pamiętam, więc przyjemnie było mi się cofnąć do czasów dzieciństwa. Myślę, że i dla starszych czytelników Dygot będzie miłą, sentymentalną podróżą w przeszłość, bo w końcu to powieść i o nas – o Polakach. Zachęcam Was wszystkich gorąco, żebyście sięgnęli po powieść Jakuba Małeckiego, jeśli jeszcze tego nie zrobiliśmy.



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Czy wierzycie w to, że wasze życie zależy od was? Czy uważacie, że jest w waszych rękach i tylko od waszej zaradności zależy czy potoczy się ono dobrze, czy źle? A może sądzicie, że niezbadane są ścieżki losu i nie sposób odgadnąć, co nas czeka? Może prowadzi nas Bóg, a może ludźmi rządzą całkiem inne, ciemniejsze siły?… Jeśli bym napisała, że Dygot Jakuba Małeckiego to książka o siłowaniu się z losem, o klątwie i o radzeniu sobie z nią, o inności, która kole w oczy, to chyba nie powiedziałabym wszystkiego, ale naprowadziłabym was już na pewien trop.

Inność to coś, czego świat nie wybacza. Inny budzi strach, więc wytyka się go palcami, wyśmiewa i bije. Inny jest Wiktor (albinos), syn Jana Łabendowicza, inna jest Emilka (nosząca blizny po pożarze, z którego ledwo uszła z życiem), córka Bronka Geldy. Zdaje się, że oboje zostali „skazani” na inność przez klątwę – Łabendowicza przeklęła uciekająca przed Armią Czerwoną Niemka, którą mężczyzna miał bezpiecznie przewieźć przez granicę, jednak nie pozwolił mu na to strach, zaś Geldę przeklęła Cyganka, której ten poskąpił grosza, gardząc proponowaną wróżbą. W powieści Małeckiego słowa mają moc.

Bohaterowie zdają się tu nie mieć nic do powiedzenia, ich losy są już ustalone. W ich historię wpisana jest ich słabość i małość, które prowadzą do kolejnych tragedii. Śmierć, choroba, szalone uczucie, które nie daje szans na długie szczęście.

Dzieje Łabendowiczów i Geldów splatają się w momencie małżeństwa Wiktora i Emilii, dwóch ofiar rodzinnej klątwy. Ale nie tylko oni zdają się przeklęci, choć to właśnie w ich przypadku jest to najbardziej widoczne. Klątwy rozrastają się na całe rody, przechodzą z ojca na syna i z dziadka na wnuka.

Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece
– mówi małemu Wiktorowi wioskowa wariatka. Jesteśmy nieważnym okruchem w wielkim świecie i choćbyśmy nie wiem jak się miotali, to tego nie zmienimy. Bo życie to jeden, kurwa, wielki dygot, jak stwierdza z goryczą pod koniec swego zmarnowanego życia Kazimierz, brat Wiktora. Nie wiadomo, czym jest ów dygot. Może zmaganiem się z losem, rozpaczliwymi ruchami, które wykonuje człowiek, by utrzymać się na powierzchni życia?…

Dygot to książka wielka i piękna. Przerażająca i dająca do myślenia. Zachwycająca językiem (bo Jakub Małecki naprawdę dobrze pisze) i wartościową historią. Jest to w pewnym sensie saga dwóch rodzin, ale nie dajcie się zmylić! Nie znajdziecie tu ckliwych opisów rodzinnego szczęścia. Ta powieść to nie cukierek. Ta powieść to kamień w gardle i pięść w brzuch. Jest to saga w takim sensie, w jakim sagą jest „Drach” Szczepana Twardocha.

I wiecie co? To prawdziwa przyjemność czytać powieść tak dobrą. Po lekturze książek ledwie letnich, przepływających przez głowę z cichym szumem, „Dygot” jest jak cios prosto w łeb. Ja nadal nie mogę dojść do siebie. Brawo Małecki! Zostałam znokautowana.

Ocena: 5/6
©tanayah czyta
Literatura niejednokrotnie pokazała nam, że polska prowincja wyróżnia się na tle innych tym, że często nie wybacza popełnionych kiedyś błędów. Odrzuca to, co inne i nieznane, nie próbując nawet owej rzeczy poznać. Bywa więc niewyrozumiała i pamiętliwa, często złośliwa i zawsze, paradoksalnie, ciekawska, ale w tym ogromie cech jest niesamowicie barwna i klimatyczna. Pełna nie byle jakich postaci, dla których pierwszorzędnymi wartościami są Bóg i praca rąk ludzkich. Bo przecież najsłodszy na świecie ból, to łamanie w krzyżu po całym dniu ciężkiej pracy na polu, prawda?
Taki obraz wsi znamy choćby z powieści Myśliwskiego („Nagi Sad”, „Kamień na kamieniu”) czy „Chłopów” Reymonta... Ale dlaczego o tym wszystkim mówię? Otóż „Dygot” Jakuba Małeckiego jest swoistym zapisem polskiej codzienności i zbiorem toposów od wieku XX aż po okres PRL-u, od prowincji aż po miasto.

Dwie rodziny – Łabendowiczowie i Geldowie – mieszkają niemalże, że po sąsiedzku, tyle tylko, że ci pierwsi uprawiają swój kawałek ziemi i z tego żyją, ci drudzy zaś prowadzą sklep w mieście. Rodziny całkiem do siebie podobne, chociaż nie takie same, ale obydwie dotknięte ogromną tragedią. Łabendowiczowie uciekają przed przekleństwem Niemki, Geldowie zaś przed klątwą Cyganki. Zarówno Janek, jak i Bronek odmawiają pomocy, kiedy się tego od nich oczekuje – Janek nie odprowadza bezpiecznie, uciekającej przed Armią Czerwoną Niemki do jej kraju, Bronek zaś odgania żebrzącą Cygankę, jak muchę czy niechcianego psa. Ale klątwy się spełniają... Niemalże kilka tygodni później Irena Łabendowiczówna, żona Jana, rodzi odmieńca – chłopca o skórze białej jak śnieg, córeczka Bronka zostaje zaś poparzona, kiedy w mieszkaniu sąsiadów wybucha granat. To poczucie odmienności i dziwności połączy obie rodziny w niespodziewany i zaskakujący sposób. Ale czy tragedia, do której dojdzie, wystarczy, by odmienić stosunek mieszkańców do inności?

Zdaję sobie sprawę z tego, że streszczanie fabuły w przypadku „Dygotu” Małeckiego jest dosyć bezsensowne, bo o wiele ważniejsze są uczucia, jakich doznajemy podczas lektury i refleksja, która nam po niej zostanie - ów dygot, który przenika całą tę powieść; dygot przed zmierzeniem się z własną cielesnością, dygot przed spotkaniem się z jutrem, dygot, który wprawia w drżenie całe nasze istnienie, nasz byt. Ważna jest też tutaj pętla czasu, która pojawia się za każdym razem, kiedy bohaterom przydarza się coś ważnego – jak spotkanie Ireny Łabendowiczównej z Bronkiem Geldą, spełnienie się przekleństwa Niemki i kolejne etapy dokonywania się przepowiedni Cyganki, kształtowanie się przyszłości Kazika i węzeł historii, który łączy następne pokolenia z poprzednimi.
Jak już wspomniałam na początku, sporo tutaj analogii, które znajdziemy w klasycznym dziele literatury polskiej - „Chłopach”. Pojawia się dziwaczka, którą wszyscy uważają za wariatkę, ale ona wie więcej i widzi więcej niż każdy inny mieszkaniec, bo prowadzi koczownicy tryb życia – ciągle wędruje, śpi na polach wśród źdźbeł żyt i pszenicy, sypia w stodołach. Miejscowi nazywają ją „Dojką”, bo doi krowy w zamian za kubek mleka. Ona nie tylko przypomina Agatę Reymonta, ale przywodzi mi na myśl również Kociary, które pojawiły się w „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator. Śmierć Jana Łabendowicza przypomina przecież śmierć starego Boryny – na polu, wśród zbóż. W „Dygocie” jest jednak pozbawiona metafizyki, pozostaje przyziemną i ludzką. Źdźbła nie wołają swojego gospodarza, nie kładą się przed nim, nie widzi on też Boga, a jednak pragnienie śmierci dokonanej na swoim kawałku ziemi jest taka sama. Reakcje mieszkańców na odmienność Wiktora, jego bladą skórę przypominają nieco szał, któremu uległy kobiety wobec Jagny – obie społeczności cechuje nie tylko złorzeczenie, ale po serii przykrych wydarzeń również pragnienie zemsty, wykonania krzywdy, a nawet śmierci. Z czasem, kiedy powieść brnie do przodu i bohaterowie żyją w szarym, nijakim czasie rządów Gomułki, czy są świadkami śmiałych inwestycji Gierka pojawia się bohater, Sebastian, który niesamowicie przypomina mi Jurka z „Innej Duszy” Łukasza Orbitowskiego – ot, typowy dresiarz, który całymi dniami leży na kanapie, a pieniądze zarabia „na lewo”.

Nie sposób też nie zauważyć, że to powieść nieco oniryczna, posiadająca również te cechy, które wskazują na realizm magiczny.
A jednak nie przypinałabym „Dygotowi” łatki ambitnej i trudnej literatury. Owszem, jest ona naszpikowana toposami i odniesieniami do innych znanych nam klasycznych powieści, ale jest też po prostu dobrą powieścią, która może być czytana, co więcej – przeżywana – bez zaplecza kanonicznego. Wiele osób uważa, że to książka i historia niesamowicie pokręcona, wręcz nierealna, ale czy nie takie jest nasze życie – dziwne i nieprzewidywalne?
To historia o życiu w bólu, o inności i dziwności, o miłości i nieznanym, o drodze, którą pisze dla nas los. To powieść o takich jak my – bardzo delikatna i bardzo ważna.

Ocena: 5/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Dygot kupiłam w ramach prywatnej akcji poszerzania horyzontów- lubię od czasu do czasu przeczytać coś z zupełnie innej bajki. Niby nie ten gatunek co lubię, niby temat niekoniecznie dla mnie, ale czytało się rewelacyjnie. Trochę uśmiechu, kilka łez i odrobina refleksji nad niezwykłymi splotami wydarzeń łączących ze sobą losy "prostych" ludzi.

Warto zerknąć