ebook Święto ognia
3.94 / 5.00 (liczba ocen: 2182)

Święto ognia
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Wydawca:  Wydawnictwo SQN
Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 25.79
Audiobook - najniższa cena: 34.90
wciąż za drogo?
39.98 złpremium: 25.79 zł Lub 25.79 zł
-20% 25.79 zł Lub 23.21 zł
32.24 zł
33.10 zł
42.99 zł Lub 38.69 zł
-20% 25.79 zł
30.09 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (7)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

„Rdza”, „Dżozef”, „Horyzont”, „Saturnin”, „Dygot” – do tych głośnych tytułów Jakuba Małeckiego dołącza „Święto ognia”. Powieść, która jeszcze przed premierą zyskała same pochlebne recenzje. Książka niesamowicie emocjonalna – opowiada o niezwykłej relacji ojca i córki, o sile marzeń i cenie, jaką trzeba zapłacić za realizację pragnień niemożliwych do spełnienia.

Wiedziałem, że prędzej czy później spotka mnie jakaś krzywda, a skoro tak, pragnąłem, by skrzywdziła mnie właśnie ona…

- Powieść Jakuba Małeckiego – autora takich bestsellerów jak „Rdza”, „Dżozef”, „Horyzont”, „Saturnin” czy „Dygot”.
- „Święto ognia” (ebook w formacie epub i kindle mobi) jeszcze przed premierą wydawniczą zyskało same pochlebne recenzje.
- Subtelna, literacka fabuła o przekraczaniu granic i cenie, jaką trzeba za to zapłacić.
- Książka, którą czyta się jak piękną, kameralną baśń o tęsknocie za wolnością.
- Jedna z najbardziej czułych i wzruszających powieści Jakuba Małeckiego.
- Prawa do ekranizacji „Święta ognia” zakupiła wytwórnia Opus Film, producent m.in. „Idy” i „Zimnej wojny”.

Łucja wierzy, że przed wspomnieniami uratuje ją balet. Nastka obserwuje świat przez okno z taką uwagą, że zdarza jej się przenosić w innych ludzi. Ich ojciec coraz częściej ucieka do jedynego miejsca, w którym czuje, że żyje naprawdę.
Każde z nich po swojemu obłaskawia przeszłość.

Urodzinowe widokówki, które trzeba palić po kryjomu.
Wzrok sięgający tak daleko, że czasem lepiej jest nie patrzeć.
Taniec, który ocala albo niszczy.

„Święto ognia” to kameralna opowieść o przekraczaniu granic i cenie, jaką trzeba za to zapłacić. O zachłanności życia i konfrontacji z niemożliwym.

O e-booku Święto ognia blogerzy napisali:

Twórczość pisarza, wirtuoza wrażliwości i ciepłych oraz miękkich słów kupuję w całości. Nie kręcę nosem. Nie doszukuję się słabszych stron. „Jest super”. „Jest ekstra”. - Katarzyna Denisiuk - Na czytniku

 Trudne tematy, bardzo ciekawy sposób narracji, niedopowiedzenia i prosty język, który jednak wiele przekazuje. Z tej książki płynie wiele bardzo różnych emocji. Warto zagłębić się w życie rodziny, spojrzeć na świat z innej perspektywy. Zdecydowanie nie będzie to ostatnie spotkanie z autorem i jego twórczością. - Magda Barwińska - Książkowe Wyliczanki

Święto ognia od Jakub Małecki możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Przecież kiedyś w końcu trzeba zacząć widzieć trochę więcej niż siebie nawzajem i po to właśnie Bóg wymyślił znudzenie.
Z dorosłymi trzeba postępować ostrożnie, bo są trochę jak niedogotowane jajko i jak za szybko ich dotkniesz, to wszystko się nagle rozlewa na boki, nie da się tego cofnąć, ani posprzątać, jest ogólnie nieprzyjemnie i zostają plamy.
Dopiero gdy się głębiej zastanowiłam, uświadomiłam sobie, że tak jak Dygot, Ślady i Rdza układały się w nieformalny tryptyk o dorastaniu i niewystarczalności tego, co jest, tak Święto ognia jest trzecią książką Jakuba Małeckiego o chorobach i cierpieniu. No bo patrzcie: w Nikt nie idzie był Klemens, mężczyzna-chłopiec z balonami zamknięty we własnym świecie, w Horyzoncie doświadczający PTSD Maniek, a w najnowszej książce Małeckiego ‒ cierpiąca na „poroże mózgowe” (porażenie mózgowe) Nastka. I podobnie jak w poprzednim przypadku, trzecia z kolei książka nie robi na mnie już takiego wrażenia jak jej poprzedniczki. Ale od początku.

Każdy tu znosi śmierć jak może. Tata, który stracił żonę, stara się żyć dzień za dniem i zajmować się dwiema córkami najlepiej jak potrafi. Czasem tylko, gdy zapada noc, a dziewczyny śpią, wykrada się z domu, by odwiedzić miejsce, gdzie czas dla niego stanął i oddać się całemu wspomnieniom. Tańczy do muzyki w swej głowie, obejmuje nieistniejące już ramiona i przez chwilę potrafi sobie wmówić, że wciąż ma szczęśliwe życie. Łucja, starsza z sióstr, wierzy, że uratuje ją balet. Kontrola nad ciałem, jego wagą, wyglądem, równowagą, giętkością. Tylko to trzyma ją w ryzach, więc ćwiczy kolejne figury jeszcze częściej niż jej koleżanki ze szkoły. Musi być najlepsza, nie może nikogo zawieść. Nastka, jej siostra chorująca na porażenie mózgowe, ma w sumie najtrudniej, ale nie narzeka. Codziennie siedzi na swoim wózku przy oknie i obserwuje ruch na podwórku. Czy sąsiadka jak zwykle będzie palić w oknie? Czy listonosz nadejdzie punktualnie? Czy uda się jej wypatrzyć Mateusza? Dziewczyna obserwuje świat przez okno z taką uwagą, że zdarza jej się przenosić w innych ludzi.

(…) Bardzo potrafię patrzeć, a patrzenie nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać, ale to wiedzą tylko ci, co patrzą bardzo długo i bardzo uważnie, a na to trzeba mieć czas (…)

Mała niekompletna rodzina wspiera się, jak może, ale takiej luki, jaką zostawia śmierć żony i matki, nie da się załatać. A próbują, dzień za dniem, z każdym krokiem taty z i do domu, z każdym fouetté, entrechat czy pas assemblé Łucji, z każdą sesją rehabilitacyjną Nastki, z każdą jej próbą wypowiedzenia słów na tyle wyraźnie, by rozumiał je ktoś poza siostrą. Małe zwycięstwa dają małe satysfakcje: i tak toczy się dzień za dniem. Tata już się nie boi, jak bał się odkąd dowiedział się o pierwszej ciąży żony, no bo to straszne już się stało. „Poroże mózgowe”, jak nazywają je w rodzinie, jest jak wyrok, choć przy Nastce w życiu by tego nie powiedzieli i nie dali do zrozumienia, że jest dla nich ciężarem. Może dlatego też dziewczyna nie narzeka i cieszy się z drobnostek.

(…) Myślę sobie, że on kiedyś się zmieni, że zacznie słyszeć to, co mówię, a nie to, co wydaje mu się, że mówię, no ale trochę już na tym świecie żyję i trochę wiem, dlatego obawiam się, że mężczyźni są generalnie chyba raczej uparci.

Święto ognia to bardzo dobra, poruszająca powieść, a jednak mam z nią jakiś problem. Podobnie jak kiedyś w przypadku Rdzy, mam już jakiś przesyt tematu chorób i cierpienia. Mam też wrażenie, że Jakub Małecki nie do końca poradził sobie z wejściem w głowę osoby z porażeniem mózgowym, choć ten wniosek powinnam zostawić ludziom, którzy na nie chorują, bo może nie mam racji? Może to jest właśnie tak? W każdym razie historia jest przejmująca, napisana pięknym językiem, z wrażliwością i czułością właściwą autorowi. Może, gdyby ciężar powieści został przeniesiony na Łucję, byłoby lepiej? Pamiętam z wczesnych rozmów z autorem, że Święto ognia miało być historią o baletnicy, jednak wiotka tancerka musi ustąpić porażonej dziewczynie na wózku ‒ ta druga niezamierzenie przyciąga więcej uwagi.

Jakub Małecki to mistrz magii codzienności: w prostych drobnych detalach dostrzega coś niesamowitego i ważnego, na czym warto zawiesić wzrok. Podziwiam wyczucie, z jakim żongluje emocjami, delikatność jego frazy i piękny styl. Jego odbiór świata i wrażliwość są wyjątkowe. Mam nadzieję, że po Święcie ognia pisarz znajdzie nowy problem, dookoła którego będzie snuł kolejne historie. Czekam na to z niecierpliwością, w końcu tyle jest jeszcze spraw, o których trzeba napisać.

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Nie dane mi było poznać wcześniej twórczość autora, choć już od pewnego czasu słyszałam wiele wspaniałych słów o jego pisarstwie. Wcześniejsze książki przykuwały moją uwagę, choć nie udało mi się ich dotąd poznać. Teraz jednak, przy premierze najnowszej pozycji pisarza stwierdziłam, że to idealny moment, żeby sięgnąć po Święto ognia i przekonać się, czy trafi ona w moje gusta. Autor zaskoczył mnie już na początku, bo nie spodziewałam się takiego poprowadzenia akcji. O czym jest ten tytuł?
W rodzinie Łabędowiczów każdy mierzy się z własnymi demonami. Nastka ogląda świat przez okno, Łucja za wszelką cenę chce odnieść sukces, wierząc że w ten sposób pokona przeszłość, a tata trwa w codzienności, choć wieczorami ucieka do miejsca, w którym może wrócić do wspomnień. Żyją razem, a jednak każdy z nich ma tajemnice, które burzą ich życie.

Książka opowiadająca o codzienności pewnej rodziny i demonach, z którymi się zmagają, może się wydawać, że jest jedną z wielu podobnych. A jednak autor już na samym początku sprawił, że wyraźnie się wyróżnia. Wszystko za sprawą narracji pierwszoosobowej, którą prowadzi Nastka. Młoda kobieta, która od urodzenia walczy z poważnym porażeniem mózgowym. Jej świat zamknięty jest w czterech ścianach domu i podwórku, które obserwuje przez okno. Świat wewnętrzny kobiety jest niezwykle barwny i ciekawy, a jednak niewiele może zrobić i przekazać innym. Jedynie Łucka ją rozumie i jest w stanie się z nią porozumieć. Autor przedstawił Nastę jako połączenie dziecka i młodej kobiety, która jest pogodzona ze swoim losem i cieszy się każdą chwilą.

Oczywiście wiem, że to są dość odważne marzenia, ale ja się w marzeniach nie zamierzam hamować ani nic, na to ja mam po prostu zbyt szalony charakter. Jak marzyć, to na całego.

Równie istotną postacią jest Łucja, która tańczy w balecie i marzy o pierwszoplanowej roli. Kobieta zrobi wszystko, żeby zrealizować swoje marzenia i pokazuje, że jest w stanie poświęcić się w całości. A jednocześnie jej dążenie do tej roli w dużej mierze wynika z przeszłości, wydarzeń które miały miejsce w jej dzieciństwie i które sprawiły, że stara się dać z siebie wszystko. Jej życie pokazuje, że niedopowiedzenia i błędne oceny ciągną się przez wiele lat. Brak szczerej rozmowy, przyznania do własnych lęków, przemykanie między niektórymi tematami, z tego pojawiają się wszystkie problemy.

Ojciec jest niezwykle wytrzymałą postacią. Od lat opiekuje się chorą córką, nie słychać z jego ust słowa skargi. A jednak i on potrzebuje wytchnienia, a właściwie ucieczki w przeszłość, do szczęśliwych chwil zakochania, do lat kiedy przyjemności było więcej niż obowiązków. Do czasów kiedy w tej rodzinie była żona i matka. Długo nie wiadomo, co się stało z tą kobietą. Nikt nie wspomina jej głośno. To temat tabu, który każda z postaci przeżywa w samotności.

Autor porusza w tej powieści bardzo wiele trudnych i delikatnych tematów. Wiele trzeba sobie dopowiedzieć, nie wszystko pokazane jest wprost. Jest to poruszająca lektura, zmuszająca do wielu refleksji. Mimo niewielkiej objętości nie czyta się jej jednym tchem. Trzeba się momentami zatrzymać i poukładać sobie wydarzenia i emocje.

Święto ognia to niezwykła pozycja, którą autor zdecydowanie mnie przekonał. Trudne tematy, bardzo ciekawy sposób narracji, niedopowiedzenia i prosty język, który jednak wiele przekazuje. Z tej książki płynie wiele bardzo różnych emocji. Warto zagłębić się w życie rodziny, spojrzeć na świat z innej perspektywy. Zdecydowanie nie będzie to ostatnie spotkanie z autorem i jego twórczością.

Ocena: 4+/6
©Książkowe Wyliczanki
Jeśli chodzi o prozę Jakuba Małeckiego, to jestem bezkrytyczna. Nic na to nie poradzę i nawet się przed tym nie wzbraniam. Nie jestem krytykiem literackim, więc mogę na twórczość ulubionych pisarzy patrzeć przez różowe okulary.

Dlatego, jeśli spodziewasz się krytycznego tekstu, to go tutaj nie znajdziesz. Ale, zaznaczę dobitnie, nie szafuję ochami i achami oraz bez mrugnięcia okiem oceniam najnowszą powieść Jakuba Małeckiego w samych superlatywach. Zawsze w swoich opiniach jestem szczera i tak zostanie.

A sama powieść? Jest „małecka”, czyli o życiu, niełatwych momentach, wrażliwości, determinacji. To również historia o mierzeniu się z problemami i wirowaniu z nimi dotąd aż najdzie się jakieś – niekoniecznie idealne – rozwiązanie. Jak to w prozie polskiego pisarza bywa, dotykamy bolesnych strun oraz wprawiamy w wibracje serce i umysł.

Czy Jakub Małecki w Święcie ognia wzniósł się na wyżyny? Nie mnie oceniać. To, co tworzy jest bardzo charakterystyczne, bardzo jego.

Twórczość pisarza, wirtuoza wrażliwości i ciepłych oraz miękkich słów kupuję w całości. Nie kręcę nosem. Nie doszukuję się słabszych stron. „Jest super”. „Jest ekstra”.

Słowem podsumowania

Święto ognia to podróż przepełniona pasją do tańca i zatraceniu się w nim. To zmagania się z bólem i stratą. To w końcu szeroko otwarte drzwi do świata nieznanego ludziom zdrowym. Te trzy nitki splatają się w piękny warkocz ludzkich zmagań i trosk, który co jakiś czas mieni się radosnymi momentami i słonecznym blaskiem. Tak, Jakub Małecki potrafi pleść.

Jeśli spodziewacie się historii nowatorskiej i czegoś, do czego autor nas nie przyzwyczaił, to w mojej opinii tego nie znajdziecie. Jeśli szukacie i oczekujecie znanego stylu, to nie będziecie zawiedzeni. Mnie się podobało. Ja polecam.

Tyle wiedzieliśmy i tyle nam miało wystarczyć. Nie wystarczało, więc przez lata zbierałam słowa, miny i spojrzenia, z których układałam sobie odpowiedzi.

Ocena: 5/6
©Na czytniku
Święto ognia to najnowsza powieść Jakuba Małeckiego. Zawsze z wyczekiwaniem wypatruję jego nowych książek i mam wobec nich wysokie oczekiwania. Jako że nie udało mi się przeczytać Horyzontu (z tematyką nie jest mi całkiem po drodze), byłam ciekawa w jakim stylu powróci Małecki. Nikt nie idzie – ostatnia przeczytana przeze mnie powieść autora – bardzo się różniła od mojej ulubionej Rdzy. Wyczekiwałam więc niesamowitej lektury, czegoś nadzwyczajnego, tego charakterystycznego dreszczyku emocji, niepowtarzalnych wrażeń. W Święcie ognia Małecki porusza wiele tematów: straty, samoakceptacji, walki z własnymi ambicjami, miłości i tęsknoty. To powieść, którą czyta się w jeden dzień.

Święto ognia – opowieść o tęsknocie i walce z samym sobą

Anastazja jest uwięziona we własnym ciele – pragnie żyć, cierpieć, kochać i cieszyć się – ale niepełnosprawne ciało jej na to nie pozwala. Obserwuje więc świat przez okno i przez całe dnie marzy i snuje w myślach wizje fikcyjnej przyszłości. Wyobraża sobie dokąd spieszą jej sąsiedzi, co robią w swoich mieszkaniach. Jej jedyną i najlepszą przyjaciółką jest Łucja – starsza siostra.

Łucja próbuje uciec od wspomnień zatracając się we własnych ambicjach. Ciągle mocniej podnosi sobie poprzeczkę, aż do granic wytrzymałości. Żyje w szklanej kuli, próbując udawać, że jej świat jest idealny. Nie chce zauważyć rys, które powodują, że szkło coraz mocniej pęka.

Głównych bohaterów powieści jest trzech – dokładnie tylu, ilu liczy sobie rodzina Łabędowiczów. U jej podstawy stoi ojciec – silny na zewnątrz, kruchy w środku. To mężczyzna, który tańczy w deszczu, ucieka wieczorami z własnego mieszkania, pali po kryjomu przynoszone co roku przez listonosza widokówki i… tak po ludzku tęskni za żoną.

Najnowsza książka Jakuba Małeckiego to opowieść właśnie o nich trzech – żyjących na pozór ze sobą i dla siebie… W rzeczywistości uciekających przed sobą nawzajem, grających w życiu swoją rolę.

Święto ognia – kameralna opowieść o nas samych

Święto ognia to opowieść bardzo kameralna. W dużej mierze opowiada o nas samych – czytelnicy byliby w stanie odnaleźć siebie w przedstawionych bohaterach. To właśnie my uciekamy przed problemami. Zamykając drzwi swojego mieszkania, udajemy, że wszystko jest w porządku, przylepiając uśmiech do twarzy, zatracamy się w ambicjach, nie chcąc pokazać, że jesteśmy słabi.

Święto ognia czyta się przyjemnie, to dobra literatura, ale czegoś w niej brakuje. Po przeczytaniu ostatniego zdania czułam się nienasycona – brakowało mi tego dreszczu, iskierki, zdumienia. To książka bardziej na miarę Nikt nie idzie, niż Dygotu czy Rdzy – na tle tych dwóch powieści wypada o wiele słabiej. Odebrałam ją jako bardziej banalną i błahą. Nie niesie ze sobą już takiego ładunku emocjonalnego. Będę wypatrywać kolejnej powieści autora z nadzieją, że uda mi się zatrzeć to wrażenie i że doczekam się jeszcze drugiej Rdzy.

Ocena: 3/6
©Jej Wysokość Literatura
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Znacznie kameralniejsza niż "Dygot", piękna i dojrzała opowieść o walce i cierpieniu, ale wbrew tej tematyce wcale nie przygnębiająca. Choć wzruszająca.

Warto zerknąć