ebook Demon i mroczna toń
3.87 / 5.00 (liczba ocen: 15057)

Demon i mroczna toń
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 21.99
Audiobook - najniższa cena: 35.01
wciąż za drogo?
37.19 złpremium: 23.99 zł Lub 23.99 zł
31.99 zł Lub 28.79 zł
39.99 zł
39.99 zł
39.99 zł
21.99 zł
31.10 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (4)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Kolejna śmiała powieść Stuarta Turtona – autora kryminalnej zagadki z książki „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”. Zbrodnie na pełnym morzu. Niezwykły duet detektywów. Demon, który być może nie istnieje… „Wspaniałe połączenie Williama Goldinga i Arthura Conana Doyle’a” – Val McDermid

Rok 1634. Z Batawii wyrusza do Amsterdamu siedem statków należących do Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Na pokładzie jednego z nich, Saardama, płyną znamienici pasażerowie: gubernator kolonii, jego żona i córka oraz… kochanka. A także słynny detektyw Samuel Pipps i oddany mu uczeń Arent Hayes.
Zanim Saardam wypływa w morze, trędowaty w porcie wieści mu zły koniec – statek nie dotrze do celu. Wyjaśnienie, o jakiego rodzaju zagrożenie chodzi – o czyjeś świadome działanie czy siły nieczyste – spada na Hayesa, ponieważ jego mistrz, oskarżony o niesprecyzowaną zbrodnię, jest zamknięty w celi.
A tymczasem szybko się okazuje, że słów trędowatego nie można zlekceważyć. Na statku dzieją się zatrważające rzeczy. I niezależnie od tego, czy są wymierzone w konkretne osoby, czy mają związek z tajemniczym ładunkiem, nagromadzone na pokładzie zło jest tak ogromne, że przed pasażerami i załogą stoi pewne widmo katastrofy…
„Demon i mroczna toń” nadaje nowy wymiar duetom detektywistycznym w stylu Holmesa i Watsona!

O e-booku Demon i mroczna toń blogerzy napisali:

Już w trakcie lektury byłam pewna, że ta historia trafi do grona moich ulubionych książek. Demon i mroczna toń wywołała we mnie na tyle mieszane odczucia, że po przeczytaniu ostatniej strony potrzebowałam kilku dni na przemyślenie, żeby ostatecznie dojść do wniosku, że była to bardzo dobra powieść. Czy dorównująca debiutowi Turtona? I tak, i nie. - Alina Z. - Tea Books Lover

Stuart Turton doskonale miksuje różne gatunki. Dla mnie była to przede wszystkim powieść przygodowa ale znajdziecie tu również klasyczne śledztwo i spory element grozy. Jedno jest pewne, ta powieść napisana jest z prawdziwym rozmachem i czuć w niej niezwykłe zaangażowanie autora w tworzenie tej historii a to zawsze sobie cenię bardzo mocno. - Monika lewandowska - Kocham Cię, moje życie

Demon i mroczna toń od Stuart Turton możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Akt dobroci przestaje nim być, gdy trzeba za niego zapłacić.
Rok 1634. Na pokładzie Saardama, jednego ze statków Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej płyną prominentni pasażerowie: gubernator kolonii, jego żona, córka i kochanka. Wśród pasażerów są również znany detektyw Samuel Pipps i jego uczeń. Tuż przed wypłynięciem w morze jednostki trędowaty w porcie ostrzega, że statek nie dotrze do celu. Początkowo to ostrzeżenie zostaje zignorowane, jednak dość szybko okazuje się, że niesłusznie. Na statku bowiem zaczynają dziać się zatrważające rzeczy...

Demon i mroczna toń to moje pierwsze spotkanie z Startem Turtonem. Ale za to jakie to spotkanie było epickie! Nie jestem ogromną fanką pirackich historii a jednak ta powieść pochłonęła mnie całkowicie. Co w niej znalazłam? Przede wszystkim niesamowity klimat. Zamknięta przestrzeń, zło, którego źródła nie da się namierzyć, tajemniczy pakunek a do tego pasażerowie, którzy mają wiele do ukrycia. To doskonała sceneria pod niesamowicie fascynującą historię. Bardzo przypadły mi również do gustu sylwetki bohaterów tej książki. Jest w niej ogromna doza tajemniczości. Do samego końca nie wiadomo jakie faktycznie demony drzemią zarówno w pasażerach jak i na pokładzie. Dzięki temu z każdą kolejną kartą ta książka trzyma w coraz większym napięciu aż niezwykle satysfakcjonujący finał. Dla wielbicieli jakiego gatunku będzie to powieść? Tego nie da się do końca określić bo autor doskonale miksuje różne gatunki. Dla mnie była to przede wszystkim powieść przygodowa ale znajdziecie tu również klasyczne śledztwo i spory element grozy. Jedno jest pewne, ta powieść napisana jest z prawdziwym rozmachem i czuć w niej niezwykłe zaangażowanie autora w tworzenie tej historii a to zawsze sobie cenię bardzo mocno. Ja zdecydowanie jestem na tak! Dla mnie lektura tej książki była naprawdę niesamowitą przygodą.

Ocena: 5/6
©Kocham Cię, moje życie
Klasyczny kryminał w klimacie Agathy Christie. Trup ściele się gęsto, zagadek nie brakuje i nie wiadomo komu można ufać. Czy chodzi o ekonomię, zemstę, a może pospolitą zawiść? Zamknięta społeczność i miejsce akcji potęgują napięcie, a tropy, choć możliwości wydaje się być tak niewiele, plączą się, gmatwają, kluczą, prowadzą na manowce. Zakończenie rozczarowuje, choć trudno odsądzić je od czci i wiary. W sumie to całkiem przyzwoita lektura, choć nie bez ale.



Ocena: 4+/6
©Opowiedziane.pl
Odkąd w listopadzie 2019 roku zachwyciło mnie Siedem śmierci Evelyn Hardcastle Stuarta Turtona, z niecierpliwością czekałam na kolejną książkę tego autora. W końcu moja (nie)cierpliwość została nagrodzona - w marcu nakładem wydawnictwa Albatros ukazała się pięknie wydana powieść: Demon i mroczna toń. Ale jak w przypadku Evelyn… już w trakcie czytania byłam pewna, że trafi do grona moich ulubionych książek, tak Demon… wywołał we mnie na tyle mieszane odczucia, że po przeczytaniu ostatniej strony potrzebowałam kilku dni na przemyślenie, żeby ostatecznie dojść do wniosku, że była to bardzo dobra powieść. Czy dorównująca debiutowi Turtona? I tak, i nie.

Tym razem autor umieścił akcję nie w rezydencji arystokratycznego rodu, ale na statku handlowym Saardam, który w 1634 roku wyrusza z Batawii do Amsterdamu, wioząc na pokładzie, między innymi, gubernatora Jana Haana z rodziną, słynnego detektywa Samuela Pippsa i jego towarzysza porucznika Arenta Hayesa, a także tajemniczy ładunek. Jeszcze w porcie dochodzi do niepokojącego incydentu: trędowaty oznajmia, że statek czeka katastrofa, po czym staje w płomieniach. Mimo ostrzeżenia Saardam wyrusza w morze, ale wkrótce dla wszystkich staje się jasne, że głęboko w jego trzewiach kryje się zło, a dotarcie do Amsterdamu staje się coraz mniej prawdopodobne.

Przyznam szczerze, że gdyby tę powieść napisał jakikolwiek inny autor, to pewnie w ogóle bym po nią nie sięgnęła, bo demonicznej tematyki unikam jak ognia, a tutaj sugeruje ją sam tytuł, a i morsko-żeglarskie tematy to zupełnie nie moja bajka. Ale że spod pióra Turtona przeczytałabym wszystko, nawet listę zakupów, to musiałam przeczytać i Demona…. Absolutnie nie żałuję, choć chwilami atmosfera była tak upiorna i niepokojąca, że bałam się w nocy iść sama do łazienki.

W swoim debiucie Turton wyraźnie inspirował się twórczością Agathy Christie, czy ogólnie klasycznym kryminałem, natomiast tutaj widać nawiązanie do opowieści o Sherlocku Holmesie. Mamy genialnego detektywa i towarzyszącego mu przyjaciela - wojskowego, który pomagał Pippsowi w jego śledztwach. Tym razem jednak ciężar rozwiązania zagadki spada na “Watsona”, bo Pipps odbywa podróż Saardamem w charakterze więźnia. Arent, z pomocą żony gubernatora - Sary Wessel, podejmuje się próby ocalenia statku i jego pasażerów, przez odkrycie, kto lub co stoi za serią dziwnych wydarzeń. Jestem pełna podziwu dla autora, jak misternie i z dbałością o każdy szczegół stworzył całą intrygę, żonglując zwrotami akcji, przerzucając podejrzenia z bohatera na bohatera, kawałek po kawałku dokładając nowe, istotne dla śledztwa fakty i powiązania między postaciami, żeby na koniec i tak uderzyć czytelnika rozwiązaniem jak wiosłem w łeb. Jeszcze żaden współcześnie napisany kryminał nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak książki Turtona - zwłaszcza, że ani jedna ani druga nie były kryminałami w czystej postaci, bo autor lubi bawić się konwencją i wplatać w swoje powieści różne nietypowe elementy. Oprócz genialnych intryg, Turton jest też mistrzem w kreowaniu pełnokrwistych postaci. Nie ma mowy o jednowymiarowości - każdy może okazać się zupełnie inny, niż się początkowo wydawał, a czytelnik nigdy nie może mieć pewności kto należy do “tych dobrych”, a kto do “tych złych”.

Akcja Siedmiu śmierci Evelyn Hardcastle rozgrywała się w środowisku wyższych sfer, więc chociaż porządnych ludzi też ze świecą by tam szukać, to jednak zachowywali jakieś pozory. Tutaj mamy środowisko marynarzy, więc pod względem klimatu i języka ta powieść okazała się o wiele “brudniejsza”, bardziej naturalistyczna, co chwilami nie do końca mi odpowiadało. Więcej też w niej brutalności, ale nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że osią całej fabuły jest zło, które mieszka w nas samych. Miłośników horrorów i ociekających krwią kryminałów raczej nic tutaj za bardzo nie ruszy, ale ja, jak mówiłam, raczej stronię od takiej tematyki, więc chwilami musiałam robić sobie przerwy w czytaniu. Nie da się jednak odłożyć tej książki na długo, bo niesamowicie wciąga i ciężko poprzestać na przysłowiowym "jeszcze tylko jednym rozdziale".

Odpowiadając na pytanie ze wstępu, mnie bardziej porwało Siedem śmierci… niż Demon i mroczna toń, ale zdaję sobie sprawę, że dla kogoś innego to Demon… może okazać się lepszy, dlatego stwierdzenie, czy druga powieść Turtona dorównuje debiutowi, pozostawiam każdemu do rozważenia we własnym czytelniczym sumieniu. Cóż mogę więcej powiedzieć, pozostaje mi tylko szczerze zachęcić was do przeczytania tej powieści, bo to naprawdę wyjątkowe, wielowymiarowe i mistrzowsko napisane dzieło, które zostaje w pamięci na długo.

Ocena: 5/6
©Tea Books Lover
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    DEMONY NIE WOMITUJĄ
    „Spodziewajcie się trzymającego w napięciu horroru” przeczytałam w opisie na okładce. Jeśli horror polega na tym, że czytając książkę co chwila zasypia się z nudów, to wydawca chyba wymyślił nową definicję tego gatunku.

    Kiedy w recenzji „Siedmiu śmierci Evelyn Hardcastle” deklarowałam, że z ciekawością przeczytam następną książkę Stuarta Turtona, nie wiedziałam na co się piszę. „Demona i mroczną toń” odkładałam kilka razy z myślą: no nie, tego nie da się czytać, i naprawdę nie wiem, co skusiło mnie, żeby dotrwać do końca. Chyba opętał mnie tytułowy demon, nie ma innego wyjaśnienia.

    „Demon…” ma te same wady, co „Siedem śmierci…”, nie ma natomiast najważniejszej zalety debiutu Thorntona – inteligentnej intrygi. Co z tego, że jakaś intryga nawet jest (powiedzieć o niej „niezwykle skomplikowana”, to nic nie powiedzieć), a jednak ostatnie, co przyszłoby mi do głowy, to nazwać ją inteligentną.

    Do połowy książki nic się nie dzieje. Przez cały czas nie wiem, po co autor mi tę historię opowiada, nie wiem o co toczy się gra, więc na opisywane, czasami tragiczne wydarzenia patrzę bez emocji. Nie wiem też, kto jest bohaterem tej historii, kto jest dobry, kto zły, z kim mam trzymać i o kogo się martwić. Autor co chwila wprowadza nowe postaci poświęcając im tyle samo uwagi. Kilkanaście osób, które coś znaczą, kilkanaście wątków równoległych. Nie ma szans, żeby w tym tłoku wybrać sobie choć jedną osobę, do której można by zapałać sympatią i z przejęciem śledzić jej losy. Na morzu szaleje burza, a w sercu czytelnika - flauta.

    Kiedy na pokładzie statku wiozącego bogactwa Wschodu z Indonezji do Amsterdamu (akcja rozgrywa się w 1634 roku) pojawia się demon zwany Starym Tomem i dzieją się dziwne, nadprzyrodzone rzeczy, zaczynam się zastanawiać, czy aby autor nie zamierza podążać tą drogą i nie doprowadzi do finału, w którym winą za całe zło obarczy siły piekielne. I chyba tylko żeby się o tym przekonać, wciąż czytam dalej.

    Mimo, że trup ściele się gęsto, a diabeł czyni swoje sztuczki, przez cały czas wieje nudą. W trzech czwartych książki akcja nawet zaczyna przyspieszać, ale potem znów nic się nie dzieje, bo w końcu trzeba wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodziło. Wytłumaczenie kto zabijał, dlaczego, i jak mu się to, do diabła (!) udało, zajmuje aż kilkadziesiąt stron. Takie to pogmatwane! Niech by i było, uwielbiam trudne zagadki, ale żeby chociaż miało jakiś sens!

    Plan zabójstwa jest tak skomplikowany, że aby wszystko zagrało, każdy z jego elementów powinien być dopasowany jak w szwajcarskim zegarku. Morderca rozbrajająco przyznaje, że plan był cudaczny, ale nie znalazł innej możliwości, by zabić i nie zostać przyłapanym. I ten nasz zdolniacha, który nie potrafi znaleźć innych możliwości, wymyśla plan siedemnastopiętrowy. Do jego wykonania potrzeba współdziałania wielu osób, które należy sowicie opłacić, ale morderca nie przewiduje, że przekupieni ludzie w dowolnej chwili mogą zdradzić. Nie bierze pod uwagę, że jeśli do zbrodni potrzebne są specjalnie wykonane, nietypowe akcesoria, to któreś może być zawodne. Decyduje się zbudować na statku kilka tajnych przejść i skrytek, niezbędnych do przeprowadzenia intrygi, a przecież nie ma żadnej pewności, że ofiara zdecyduje się na podróż tym właśnie statkiem. Zakłada idealną synchronizację w czasie zaplanowanych wydarzeń, nie martwiąc się, że minuta opóźnienia może spowodować katastrofę. Jest też przekonany, że będzie miał dużo szczęścia i nikt nie się nie zorientuje, co się naprawdę na statku dzieje. Przewiduje również, że pan Bóg stanie po jego stronie, powstrzyma sztormy i niepożądane zjawiska atmosferyczne. Taka niefrasobliwość ma być objawem geniuszu? Ja bym to inaczej nazwała.

    Absurdalność zakończenia przerasta wiele razy to, do czego przyzwyczaili nas polscy autorzy. Końcowe zaskoczenie bierze się stąd, że przez cały czas autor oszukuje czytelnika. Prowadząc narrację z punktu widzenia uczestników spisku, pisze tak jakby nie mieli oni pojęcia o rzeczach, które przecież sami zaplanowali. Dlatego dajemy się wodzić za nos i błądzimy po fabule jak dzieci we mgle. Takie sztuczki nie przystoją poważnym literatom.

    Szkoda mi również zmarnowanego tematu. Siedemnastowieczny świat, przedstawiony tu jako czas zabobonów i polowań na czarownice, zasługuje na lepsze potraktowanie, niż utopienie go w tak niewiarygodnej intrydze.

    Do tego dochodzi landrynkowy finał, w którym winy zostają odpuszczone. Nie wiem dlaczego wyrządzone zło nie podlega karze, śmierci dziesiątek zupełnie niewinnych osób idą w zapomnienie, a ci, którzy przyczynili się do niepotrzebnych śmierci mają żyć długo i szczęśliwie, wymierzając dalej tak zwaną sprawiedliwość według własnych pokrętnych reguł. Jest to na tyle wątpliwe moralnie, że do mnie zupełnie nie przemawia.

    Największy błąd autora polega chyba na tym, że nie docenił swojego czytelnika. Wymyślając tak skomplikowaną intrygę i nie zadając sobie trudu by książka miała bardziej przystępną formę, skierował tę powieść do ludzi, którzy trochę więcej od literatury wymagają. Dlaczego więc założył, że inteligentny czytelnik nie zorientuje się, że czyta bzdury? Dlaczego wrzucił w barszcz siedemnaście grzybków, kiedy już dwa, to podobno za dużo?

    Nie myślałam, że kiedyś coś takiego powiem, obiecuję, że więcej nie powtórzę. Jeżeli naprawdę nie przeszkadza wam czytanie absurdalnych, nieprawdopodobnych, wyssanych z palca historii, to już lepiej czytajcie Mroza. Jest swojsko i przynajmniej nie zaśniecie w czasie lektury.

    I jeszcze taki drobiazg. Statek na pełnym morzu, gwiździ jak w kieleckiem, a nikt z kilkuset osób na pokładzie nie cierpi na chorobę morską. Kolejna diabelska sztuczka?

    Po tej książce mam już pewność. Do twórczości pana Turtona więcej nie powrócę. Oj, nie!

Warto zerknąć