ebook Pruskie Baby
3.49 / 5.00 (liczba ocen: 284)

Pruskie Baby
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - najniższa cena: 20.53
Audiobook - najniższa cena: 24.90
wciąż za drogo?
23.20 zł Lub 20.88 zł
29.00 zł Lub 26.10 zł
29.00 zł
20.53 zł
20.84 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (2)
Inne proponowane

Nikt tak nie potrafi zepsuć świąt jak własna rodzina. Zwłaszcza gdy znienacka postanawia dać się zabić...

Edyta, uciekająca od nieszczęśliwego małżeństwa na rodzime Podlasie, niespodziewanie znajduje się w centrum kryminalnej intrygi. Rodowe sekrety jeden po drugim wdzierają się w sielską atmosferę Wielkanocy. Komendzie Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu patrzy na ręce ABW, w Augustowie na jaw wychodzą zaskakujące koligacje, a zbiegi okoliczności mnożą się niczym grzyby po deszczu.

Nieszczęśliwa dziewczyna, samolubny maminsynek, zdemoralizowana kuzynka, przebojowa babcia i błyskotliwy policjant. A nawet trzech policjantów.

„Pruskie baby” to ciepła, pełna humoru opowieść o poszukiwaniu siebie, sile rodziny i tajemnicach z przeszłości. Czy ta Wielkanoc mogłaby wyglądać inaczej? Z pewnością, gdyby tylko przytrafiła się komuś innemu.

Pruskie Baby od Małgorzata Starosta możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Główna bohaterka – Edyta Prusko, postanawia spędzić Wielkanoc z rodziną. Jej małżeństwo od dłuższego czasu jest fikcją – z mężem niewiele ją łączy, a teściowa jej nie znosi, dlatego z ulgą i bez wyrzutów sumienia, Edyta pakuje walizki i wyjeżdża do rodzinnego Augustowa. Zostawiony samemu sobie szanowny małżonek – Rafałek nie próżnuje, korzysta z „wolności”, próbując uwieść piękną koleżankę z pracy – Ulę. Ich wspólna, suto zakrapiana alkoholem kolacja, kończy się jednak dla Rafała potężnym kacem, częściową amnezją, wezwaniem na policję i… informacją o zabójstwie Uli. Mało tego! Okazuje się, że denatka była kuzynką jego żony!

Czy maminsynek Rafałek był zdolny do popełnienia morderstwa? Dlaczego Ula umówiła się z mężem kuzynki? I jaką rolę w całej tej sprawie odgrywają rodzinne historie z przeszłości? Żeby się dowiedzieć, musicie przeczytać książkę, ja tymczasem podrzucam garść moich „polekturowych” refleksji.

Pierwsze wrażenie – ktoś tu chciał być jak Joanna Chmielewska, ale… Chmielewska była jedna, jedyna i niepowtarzalna. Niby jest tu sporo humoru sytuacyjnego, tyle że… nie bardzo miałam się z czego pośmiać – zupełnie mnie ta książka nie bawiła.

Opisy historii Augustowa wyglądają trochę jak „kopiuj – wklej” z jakiegoś przewodnika czy encyklopedii, warto jednak docenić próbę przemycenia wiedzy o regionie. Jednocześnie warto wyjaśnić pewne kwestie, ponieważ nieco się zdziwiłam, czytając że „Pięć kobiet maszerowało wzdłuż kanału, podziwiając uroki suwalskiej przyrody” [s.40]. Faktycznie, Augustów leży na Suwalszczyźnie, ale używanie zamiennie określeń suwalski/augustowski jest dla czytelnika zwyczajnie mylące – sama musiałam cofnąć się o kilka stron, by rozwiać pojawiające się w mojej głowie wątpliwości, dotyczące tego, gdzie właściwie mieszka rodzina głównej bohaterki – w Suwałkach czy Augustowie. Pojawia się też w tej opowieści miejscowość Białobrzegi i restauracja „Stara Stanica”, która podejrzanie mocno kojarzy się z restauracją „Stary Młyn” w Białobrzegach właśnie. Widać w tych opisach pewną fascynację północno-wschodnią Polską, ale znacznie ciekawsze, żywe, plastyczne i naturalne wydały mi się fragmenty, w których mowa o architekturze Wrocławia.

Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to cała ta historia byłaby dość przyjemnym czytadłem, gdyby nie to, że Małgorzata Starosta zafundowała swoim czytelnikom takie ćwiczenia logiczno-pamięciowe, że… mało kto im podoła. Jednym z istotnych elementów powieści jest rodzinna opowieść, serwowana kolejno przez seniorkę rodu oraz jej córkę (i zdaje się jeszcze jakąś ciotkę?). Jej zrozumienie ma kluczowe znaczenie dla rozwiązania tajemnicy śmierci Uli. Rzecz w tym, że „połapanie się” w tych rodzinnych powiązaniach, graniczy z cudem. Przyznaję – nawet nie próbowałam sprawdzić czy to się w ogóle „trzyma kupy”, a może powinnam, ponieważ znalazłam kilka nieścisłości w fabule, np. raz czytamy, że sąsiadka Edyty – Pani Ilnicka nie wiedziała, iż Edyta ma męża, w innym miejscu, że owszem – Edyta jej o jakimś mężu wspominała, raz Rafałek zeznaje, że zszedł do auta po służbowego laptopa, w innym fragmencie czytamy, że nie pamiętał po co zszedł. Pojawiła się nawet chwilowa zmiana narratora – z trzecioosobowego na pierwszoosobowego i tak na s. 17 czytamy: „(…) wyszeptała mama, patrząc na mnie z miłością”.

A skoro już przy rodzicach głównej bohaterki jesteśmy… Tak, ja wiem, że to są postaci drugoplanowe, ale wyjątkowo bezbarwne i nijakie. Choć ojciec i matka to dwa odrębne byty, mówią jednym głosem – autorka nie pokusiła się o nadanie im jakichkolwiek cech charakterystycznych, a scena w której rodzice uświadamiają Edycie, że jest współwinna swoich problemów małżeńskich, to chyba najgorzej napisana scena w całej książce.

Szkoda, bo myślę, że jest tu potencjał na naprawdę niezłą komedię kryminalną, a zabrakło przede wszystkim solidnej redakcji, wyłapania nieścisłości, niekonsekwencji, wskazania momentów potencjalnie trudnych w odbiorze lub wprowadzających zbędny zamęt.

Na pocieszenie dodam, że spisał się za to grafik, bo okładka wygląda na tyle ciekawie, że sięgnęłam po tę książkę.
Naprawdę nie znajduję przyjemności w krytykowaniu jakichkolwiek publikacji. Zawodowo współtworzę pismo literackie i wiem, że nie sposób uniknąć błędów oraz złych decyzji. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Tym bardziej przykro mi, że tego uważnego oka, na etapie powstawania książki, zabrakło.



Ocena: 2/6
©Okiem Wariatki
Dobra przyznaję się, że to było moje drugie podejście do Pruskich Bab Małgorzaty Starosty. Nie wiem co mi przeszkodziło za pierwszym razem w dokończeniu książki, ale jak zobaczyłam, że książka ma już trzy części i niezmiennie zbiera dobre opinie to postanowiła jak najszybciej nadrobić moje gapiostwo. I chciałam jeszcze nieśmiało zauważyć, że kończyłam Pruskie Baby dzisiaj o 3 mad ranem ... takie to było dobre. Już sobie ściągnęłam dwie kolejne części na Legimi i mam nadzieję, że miedzy karpiem, a barszczem czerwonym uda mi się chociaż jedną część przeczytać. A w zasadzie to też nie muszę spać po 7 godzin na dobę i mogę poczytać w nocy.

Pruskie Baby to debiut Małgorzaty Starosty i to jak udany przez duże D. Mogę dobie tylko pluć w brodę, że dopiero po niego sięgnęłam, ale nic to.

Edyta i Rafał to małżeństwo, którego nie można zaliczyć do tych szczęśliwych. Zbliża się Wielkanoc i nasza bohaterka postanawia wyjechać do rodziny na Podlasie bez małżonka oczywiście. Rafał zostaje we Wrocławiu, bo tam dzieje się akcja i co robi? Otóż pod nieobecność żony umawia się na drinka z koleżanką z pracy, Ulą. Liczy oczywiście na coś więcej, być może kolację ze śniadaniem. I być może tak by się stało gdyby nie nadmiar wina wypity podczas spotkania wiarołomnego Rafałka z seksowną Ulą. Rano męczy go nie tylko kac - gigant, ale i telefon z Komendy Policji z zaproszenie na spotkanie. Zaproszenie jest oczywiście z tych nie do odrzucenia. I chociaż czerwona lampka zapala się z tyłu głowy Rafała to jednak nie na tyle, aby skojarzyć wezwanie ze spotkaniem z Ulą. Tym bardziej, że biedakowi lekko uwał się film i nie bardzo jest w stanie przypomnieć sobie końcowe wydarzeń minionego wieczoru. Okazuje się, że Ula zostaje zamordowana i podczas śledztwa prowadzonego przez policję na jaw wychodzą powiązania rodzinne Uli, Rafała i Edyty. Wraz z toczącym się śledztwem coraz głębiej zanurzany się w zamierzchłą, ale jakże burzliwą przeszłość. Więcej Wam nie opowiem, bo musicie sami zagłębić się nie tylko w drzewo genealogiczne naszych bohaterów, ale i wziąć udział w śledztwie wrocławsko - augustowskim.

Małgorzata Starosta stworzyła powieść, która wymyka się wszelkim konwenansom. Jest trup, jest miłość i są spotkania rodzinne, a te ostatnie już na takim poziomie, że nie mogłam się doczekać kiedy dowiem się kto jest z kim spokrewniony, kto jest z kim związany więzami krwi i dlaczego kobiety zostają przy swoim nazwisku. To połączenie kryminału, powieści obyczajowej i komedii. Trzy gatunki wymieszane jak w diabelskim kotle sprawiają, że efekt końcowy jest taki, że nie mogłam się od książki oderwać. Teściowa Edyty to już mistrzostwo świata, o matko co to za baba. To obraz wszystkich najgorszych cech teściowych w jednym. Mam nadzieję, że ja dla swojej synowej nie jestem taką mamuśką z piekła rodem.

Pruskie Baby to też ciepła książka, która pokazuje jak ważna jest rodzina, jej siła i wielkość. To świetnie napisany debiut z całą plejadą dobrze skonstruowanych bohaterów.

Właśnie sobie postanowiłam, że jak kolejne części okażą się być tak dobre jak pierwsza, to koniecznie muszę sobie kupić wersję papierową, bo uwielbiam mieć takie perełki na swojej półce.

Jeśli jeszcze nie znacie Małgorzaty Starosty i jej Pruskich Bab to polecam gorąco.

Ocena: 5/6
©Biblioteczka u Rudej
Jeśli macie ochotę przeczytać książkę, z której aż wybucha cudowna rodzinna atmosfera, to sięgnijcie po coś całkiem nowego i świeżego.

Historia ma swój początek tuż przed świętami wielkanocnymi. Edyta, znudzona swoim 2-letnim małżeństwem, wybiera się samotnie z Wrocławia aż do Augustowa na dwa tygodnie do swojej rodziny. Chce odpocząć od męża, zastanowić się nad swoim życiem, przygotować rodzinne święta... Nie wie, że pobyt będzie wyglądał tam zupełnie inaczej niż pierwotnie zakładała. Kobieta ma dosyć męża, który pracuje praktycznie non stop a w domu jest tylko gościem sięgającym po jedzenie i po jej ciało.

Tymczasem złote okowy zaczynały jej doskwierać coraz bardziej. Przykuta do codziennych obowiązków Edyta marniała w oczach, raz po raz opłakując blednącą urodę i odchodzące w niepamięć wcięcie w talii.

Po wyjeździe żony Rafał nie próżnuje i w końcu spełnia swoją fantazję: umawia się na spotkanie z koleżanką z pracy. Wieczór zaczyna się cudownie, ale kończy ... bardzo niespodziewanie, w skutek czego mężczyzna zostaje zaproszony na komisariat policji. W pewnym momencie wszyscy zostaną uwikłani w pewną intrygę, pojawi się trup i to przed Wielkanocą. Także w te Święta wrażeń na pewno nie zabraknie... Jako bohater drugoplanowy pojawia się mamusia Rafała - to jest dopiero teściowa z piekła rodem.

Małżeństwo to umiejętność zgodzenia się i wytyczenia sobie wspólnych celów. To podejmowanie dojrzałych decyzji i ponoszenie ich konsekwencji. Miłość jest tylko wypadkową tych dwóch, a nie odwrotnie.

Książkę zaliczyłabym do gatunku obyczajówek, ale uwaga! pojawia się też wątek kryminalny! Nie jest ona jednak ani krwawa, ani brutalna, okazuje się, że nie trzeba używać przekleństw, żeby stworzyć coś naprawdę ciekawego. Książka ukazuje siłę kobiet, które są szyjami w rodzinach i to one nadają bieg historii. Po raz pierwszy czytałam książkę, która toczy się w czasie Wielkanocy, co też było bardzo ciekawym zabiegiem literackim.

Podobało mi się, że ciepło rodzinne i miłość bije z każdej strony, ale w sposób tak wysublimowany, że otula czytelnika jak kocem w zimny dzień. Muszę pochwalić autorkę za ciekawy styl, za momenty śmieszne, ale nie przerysowane. Przede wszystkim trudno dostrzec, że jest to debiut literacki, bo ... nie ma się do czegoś przyczepić. To taki obyczaj z uśmiechem, książka która wprowadza czytelnika w miły nastrój, pokazuje wartości rodzinne. Autorka niejako przeczy powiedzeniu, że z rodziną najlepiej wygląda się na zdjęciu. Bardzo miło czytało mi się o tajemnicach rodziny Pruskich, co przypomniało mi jak to było u mnie w domu, kiedy rysowaliśmy wszyscy razem drzewo genealogiczne. Książka zdecydowanie za cienka, ale w sumie ma być drugi tom, więc wybaczam. Czyta się jednym tchem, polecam gorąco!

Ocena: 4+/6
©Matka książkoholiczka
Właśnie skończyłam czytać Pruskie baby - debiutancką powieść Małgorzaty Starosty i powiem wam, że gdyby wszystkie debiuty były tak napisane, to świat byłby piękniejszy. Przynajmniej ten literacki. Opis fabuły bez problemu znajdziecie w internecie, więc nie będę jej streszczać, a zamiast tego skupię się na pięciu powodach, dla których warto przeczytać tę książkę.

Książka jest idealna na teraz, ponieważ akcja toczy się w okresie wielkanocnym. Jak słusznie ktoś już zauważył, książek bożonarodzeniowych co roku mamy zatrzęsienie, a na wielkanocną chyba jeszcze do tej pory nie trafiłam. Przyjemnie czyta się o rzeczach, które w tym samym czasie dzieją się dookoła nas, a że w tym roku Wielkanoc jest nietypowa, to choć za pośrednictwem książki można przeżyć święta, w które cała rodzina może po prostu być razem, choć nie mogę powiedzieć, że bez interwencji policji.

Historia ta spodoba się miłośnikom rodzinnych sag i tajemnic, bo rodzina odgrywa w tej powieści kluczową rolę. Od ciepłych chwil spędzonych z bliskimi przy stole, przez skomplikowane koligacje szlacheckich rodów, aż po skrywane sekrety, które po wielu latach powodują niemały zamęt w rodzinie Prusków. Wiem, że ze względu na stopniowe ujawnianie wszystkich powiązań, do książki nie mogło zostać dołączone drzewo genealogiczne, ale chwilami mocno żałowałam, że go nie ma, bo trochę gubiłam się w tym, kto był czyim nieślubnym dzieckiem i kto pochodził z którego z rodów. Polubiłam całą rodzinę głównej bohaterki za ich ciepło oraz szacunek i wsparcie, które okazują sobie nawzajem. Trochę tylko żałuję, że wątek małżeństwa Edyty i Rafała nie poszedł w inną stronę.

To nie tylko powieść obyczajowa, ale też kryminał, i to całkiem zmyślnie skonstruowany. Pewnych rzeczy można się łatwo domyślić, ale bardziej nawet niż rozwiązanie zagadki interesował mnie przebieg śledztwa, prowadzonego przez połączone siły wrocławskiej i augustowskiej policji. Bardzo przypadły mi do gustu postacie policjantów, pozbawione typowej dla współczesnych kryminałów wulgarności i chamstwa, a także to, jak po kawałku odkrywali kolejne elementy układanki, to na Dolnym Śląsku, to na Podlasiu.

Powieść jest naprawdę dobrze napisana, przyjemnym i lekkim stylem, ale na pewno nie banalnym. Historia rodziny Prusków pełna jest językowych smaczków i wyraźnie wskazuje na erudycję autorki, choć w nienachalny, pozbawiony wyższości sposób. W tekście nie pojawiają się też wulgaryzmy, co dla mnie jest ogromnym plusem.
Morderstwo morderstwem, ale humoru w tej książce nie zabrakło, i to takiego, który bardzo do mnie trafia, kojarzącego mi się z Joanną Chmielewską, na której książkach się wychowałam. Gwarantuję, że podczas lektury nieraz się uśmiechniecie.
Podsumowując, Pruskie baby to naprawdę udany debiut, który pokazuje, że rodzinne więzy często są błogosławieństwem, ale mogą też być przekleństwem. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością!

Ocena: 5/6
©Tea Books Lover
Komentarze dotyczące książki:
Warto zerknąć