ebook Filary Ziemi - audiobook
4.3 / 5.00 (liczba ocen e-booka: 505111) Ilość stron (szacowana): 337

Filary Ziemi - audiobook
audiobook (mp3)

E-book - najniższa cena: 31.92
Audiobook - najniższa cena: 34.90
wciąż za drogo?
34.90 zł
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Najsłynniejsza powieść Kena Folletta w olśniewającej aranżacji z udziałem najlepszych polskich głosów Trzecia część superprodukcji obejmuje akcję w latach 11421-145, 11521-155 i 1170-1174. Opowieść, która zachwyciła miliony czytelników na całym świecie Trzymająca w napięciu saga historyczno-przygodowa osnuta wokół trwającej blisko czterdzieści lat budowy wielkiej katedry Kingsbridge Oryginalne średniowieczne utwory w poruszającym wykonaniu chóru gregoriańskiego Kingsbridge musi się podnieść. To, co wydawało się końcem miasta, stanie się jego nowym początkiem. Podnieść muszą się także bohaterowie powieści każdy z własnego upadku. Katastrofa w katedrze, spisek, małżeństwo, które okazuje się piekłem... Nowe początki nie muszą jednak oznaczać utraty dawnych marzeń i ideałów. Nadszedł czas, by pytania, które zostały zadane dziesiątki lat wcześniej, znalazły wreszcie odpowiedzi.

reżyseria: Szymon Kuśmider narrator - Krzysztof Gosztyła w rolach głównych: Przeor Philip - Piotr Cyrwus Jack - Paweł Krucz Aliena - Lidia Sadowa Waleran Bigod - Mirosław Zbrojewicz William Hamleigh - Grzegorz Mielczarek Alfred - Marcin Bosak Richard - Piotr Bajtlik Kate - Joanna Trzepiecińska Tomasz Beckett - Olaf Lubaszenko miks i opracowanie muzyczne Kamil Sajewicz realizacja atmosfer i efektów dźwiękowych Tomasz Bogacki, Jacek Szczepanek realizacja nagrań i montaż dialogów - Paweł Szaliński

Filary Ziemi - audiobook od Ken Follett możesz już bez przeszkód słuchać w formie audiobooka (mp3) lub bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    Panie Follett, aleś Pan popłynął..........
    Podobnie jak poprzednia książka Folletta, tak i ta jest dla mnie ciekawa pod względem fabuły, natomiast kiedy pisze się tak epicką sagę to obok fabuły dla uwiarygodnienia akcji powinno się zachować również koloryt epoki i jej realia. A z tym u Folletta gorzej. Język w ogóle nie jest adekwatny do epoki. Rozumiem, że to po to aby nie zniechęcać współczesnego czytelnika, ale niektóre wypowiedzi są jak żywcem wyjęte ze współczesnej gwary młodzieżowej - nie wiem czy to kwestia pisarza, czy tłumacza.
    Jest też kilka wpadek, które mówią, że autor nie wie o czym pisze. Dla nieobeznanego czytelnika mogą być niedostrzegalne, ale u osób interesujących się historią a zwłaszcza historią średniowiecza mogą powodować uśmiech zażenowania. Filip opowiada o pustelniku Szymonie Słupniku, mówiąc, że to najbardziej znany średniowieczny (!) asceta. Szymonów Słupników było dwóch jeden żył na początku piątego wieku, a drugi żył w wieku szóstym. Tylko, że Filip żyjący w wieku XII nie ma prawa znać określenia "średniowiecze" gdyż nazwa ta powstała na przełomie wieków XV i XVI. Filip też nie może o sobie powiedzieć, że żyje w średniowieczu, dla niego czasy w których żyje to współczesność, tak jak dla nas obecny czas to współczesność. Kolejna sytuacja :hrabianka Elizabeth, żona Williama Hamleigh'a miała w komnacie kilka książek. A skąd je wzięła? W XII wieku nie znano druku, a księgi były przepisywane przez mnichów w klasztorach i kosztowały tyle co wioska, stado krów czy koni. Skąd szlachciankę stać na zakup kilku książek skoro jej mężuś nagle staje się biedakiem gdy zostaje mu odebrany zamek i hrabstwo, a nawet jako pan hrabstwa ma problemy z pieniędzmi, bo albo za dużo przepuszcza, albo za mało zarabia? Takich kwiatków jest więcej, tak jakby Follett odpuścił dopracowanie szczegółów na zasadzie "ja się nie znam, ale potencjalny czytelnik też się nie zna więc jakoś przełknie".
    Denerwowały mnie również niedokończone wątki: Jack ucieka z klasztornego więzienia i .....tyle. Nie znamy reakcji przeora Filipa, ani konsekwencji zrzucenia habitu tej ucieczki, pojawia się po kilku latach i wszystko gra i buczy, bo zapewnił finansowanie dalszej budowy. Zona Williama poddaje zamek i znika. Znając krewki charakter jej męża (i obsesyjne wręcz zamiłowanie Folletta do dręczenia kobiet), aż trudno uwierzyć, że nie ponosi konsekwencji.
    O tym, że postacie są jednowymiarowe i czarno-białe już pisało wcześniej wielu czytelników. To, że w żaden sposób nie rozwijają się charakterologicznie na przestrzeni tego opasłego tomiszcza, też wiele opowieści ujmuje. Mnie pod koniec naprawdę wszyscy już irytowali. Byli tak przewidywalni i płascy, że aż zęby bolały. Najbardziej i to od samego początku na nerwy działała mi jaśnie pani hrabianka Aliena i jej gamoniowaty brat Richard. Dziewczyna 14-letnia nic nie wie o świecie, w którym żyje, nie orientuje się, że trafia do burdelu, a zamiast uciekać przed swoim największym wrogiem zostaje w zamku ze zniewieściałym służącym a jej mózgu nie kala nawet jedna myśl o zagrożeniu. Po kilku latach ta głupiutka panienka staje się najbogatszą handlarką w mieście. Serio Panie Follett? Jedynie śmiechem mogę to skomentować. Jej brat przez całą książkę wykazuje się taką głupotą i pustotą, że nawet nie mam ochoty tego komentować. Jaśniepan, któremu się wszystko należy bez najmniejszego wysiłku, ambicja i refleksja są dla niego pojęciami nie do ogarnięcia. Irytował mnie również przeor Filip - na początku pobożny, bogobojny i skromny, a z czasem kreowany na wszechwiedzącego guru, który jako jedyny ma najlepsze pomysły, zawsze znajdzie najlepsze rozwiązanie i nigdy się nie myli. Serio? W grupie kilkudziesięciu mężczyzn nie ma nikogo innego w miarę rozgarniętego i myślącego, który czasem mógłby przeprowadzić własny pomysł? Do tego pomysły Filipa nie zawsze są zgodne z przykazaniami Bożymi np. przyczyniają się do upadku i tragedii Alieny, ale tego jakoś Follett nie pokazuje z naciskiem, takim jak nie przymierzając zbrodnie Williama, a raczej pomija milczeniem, albo tłumaczy dobrem sprawy. Już nie mówię o takich drobnostkach jak duże, wygodne łoże, które z początku irytuje Filipa, ale z czasem jego posiadanie zostaje usprawiedliwione, bo przecież przeor ma tyle na głowie, że powinien się dobrze wysypiać( wymówki o tym, że korzystają z niego dostojni goście klasztoru, nie da się obronić, bo nie ma ani jednej sceny w książce, w której jakikolwiek gość by z niego korzystał na przestrzeni 40-tu lat , w których toczy się akcja), druga drobnostka - miękki dywanik w domu przeora do klęczenia podczas modlitw, podczas gdy inni mnisi klęczeli na zimnej, kamiennej podłodze - no ale przecież przeor tak wiele się modli, że można Mu wybaczyć.Czy to się przypadkiem nie nazywa podwójna moralność? I to w wykonaniu prawie świętego przeora? Hipokryzja - poziom mistrz.
    Jak pisałam do fabuły nie mam większych zastrzeżeń, ale wędrówka Alieny" przez pół świata chrześcijańskiego" z małym dzieckiem na ręku w poszukiwaniu Jacka trochę mi zgrzyta, zwłaszcza, że odbyła się bez większych przeszkód, podczas gdy przejście drogi z utraconego hrabstwa, do najbliższego miasta obfituje w kłopoty na każdym kroku.
    Uważam też, że najbardziej niedocenioną i osieroconą postacią całej opowieści jest Marta. Tak jakby autorowi zabrakło na nią pomysłu. Jedna z głównych postaci od początku książki z czasem zostaje sprowadzona do roli służącej. Nie poznajemy jej myśli , ani zdania na żaden temat, a prosiłoby się wręcz zawiązać jakąś akcję z Nią w roli głównej w kontekście działań i decyzji Jacka, biorąc pod uwagę początek powieści.
    Książki słuchała w audiobooku w przeciwnym razie, albo czytałabym ją bardzo długo, albo porzuciłabym po połowie. Do połowy mnie ciekawiła, potem stała się powtarzalna i momentami infantylna. Przypominała XIX wieczne powieści z morałem, a zakończenie wręcz mnie rozłożyło na łopatki. W kontekście owego zakończenia miałabym pytanie do przeora "Czy tak się godzi? A gdzie miłosierdzie Boże i wybaczenie ? Gdzie nieustająca wiara w drugiego człowieka i wspaniałomyślność, do której namawia Bóg?"
    Audiobook zrobiony bardzo dobrze. Narrator - Krzysztof Gosztyła jak zawsze rewelacyjny. Natomiast przeor Filip w osobie Piotra Cyrwusa - to dla mnie Rysio taksówkarz z "Klanu" i nic na to nie poradzę. Jego krzyki i groźne przemowy nie robiły na mnie żadnego wrażenia i brzmiały raczej jak błagania i pojękiwania, niż budzące posłuch nakazy.
    To jest ten rodzaj książki, który jest atrakcyjny w trakcie czytania/słuchania, ale po zakończeniu dość szybko ulatuje z pamięci i nie zostawia śladu. Kolejne tomy mam w planie przeczytać, ale muszę na razie trochę odetchnąć od Follett'owego patrzenia na świat, bo mnie lekko przygniotło i rozczarowało.

Warto zerknąć