ebook Pianie kogutów, płacz psów
3.86 / 5.00 (liczba ocen: 1383)

Pianie kogutów, płacz psów
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

najlepsza cena! w ostatnich kilku dniach
E-book - najniższa cena: 23.04
Audiobook - najniższa cena: 23.05
wciąż za drogo?
27.81 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
23.04 zł Lub 20.74 zł
27.81 zł Lub 25.03 zł
29.90 zł
29.90 zł
23.04 zł
23.25 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (6)
Wesprzyj UpolujEbooka.pl - postaw kawę
Inne proponowane

Świat po ludobójstwie. Kambodża po Pol Pocie. Dokoła bogactwo, które karmi się traumą, biedą i strachem. Wojciech Tochman opowiada o ludziach, których odwaga została złamana na zawsze. O bólu, którego nie dało się ukoić. O lęku, który nie odszedł i sprzyja przemocy. O nieufności, która zabija wspólnotę. O bezradności wobec uczuć i wobec choroby.

WOJCIECH TOCHMAN POWRACA Z NOWĄ REPORTERSKĄ OPOWIEŚCIĄ

Przez lata dręczyli i mordowali, swoi swoich, Khmerzy Khmerów. Ci, którym udało się przeżyć, zostali bez domów, bez bliskich, z traumą, chorobą, obłędem… Bywa, że ich niewola trwa od dziesięcioleci. Samotność, ciemność i pustka. Udaje się dotrzeć tylko do nielicznych i rozpocząć leczenie. Dokoła widać bogactwo, które karmi się biedą i strachem. Nieopodal stoją świątynie Angkoru, odwiedzane przez miliony turystów z całego świata…
Wojciech Tochman, z chłodną precyzją i ujmującą wrażliwością, opowiada o ludziach, których odwaga została na zawsze złamana. O bólu, którego nie dało się ukoić. O lęku, który nie odszedł i wciąż sprzyja przemocy. O nieufności, która zabija wspólnotę. Także o bezradności wobec uczuć i wobec choroby.
W książce Tochmana dzisiejsza Kambodża to lustro, w którym odbija się cały świat.

„Na domowe więzienie skazani przez własne rodziny są ci chorzy, którzy kogoś zaatakowali, stale coś niszczyli, kradli sąsiadom. Strach przed agresją to powód uwięzienia. Niejedyny. Bo jest i drugi. Chodzi o kobiety. Niekoniecznie te groźne. Rodziny boją się, że chorej nie upilnują: odejdzie zbyt daleko od domu, zostanie zgwałcona. To raczej pewne – tak twierdzą i lekarka, i psycholog, i bliscy chorych. Bywa, że gwałt nie wydaje się rodzinom tak straszny, jak to, co z gwałtu może wynikać. Dziecko, mówią, wydane na świat przez zgwałconą obłąkaną, będzie rosło z piętnem. Więc, by naznaczonego dziecka uniknąć, lepiej chorą zatrzasnąć w klatce, skuć łańcuchem, zamknąć w chlewie” – fragment książki

O e-booku Pianie kogutów, płacz psów blogerzy napisali:

To nie jest lekka książka na wakacje, ale Wojciecha Tochmana warto czytać zawsze. To takie książki, które gdzieś się zaczepiają o duszę i nie dadzą o sobie zapomnieć. - Karolina Sosnowska - tanayah czyta

Wojciech Tochman po raz kolejny zagrał na moich uczuciach, ale sama się o to prosiłam i tego chciałam doświadczyć. Jego reportaże miażdżą percepcję, bo są prawdziwe, a prawda bardzo często jest bolesna i uwiera. - Katarzyna Denisiuk - Na czytniku 

Pianie kogutów, płacz psów przeczytałam już dwa razy i wiem, że na pewno przeczytam jeszcze kilka razy. Czekałam na nią bardzo długo, zamierzać też długo ją czytać. Wam też polecam przynajmniej dwukrotną lekturę. Ta opowieść brzmi trochę inaczej za drugim razem. - Diana Chmiel - Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi

Pianie kogutów, płacz psów od Wojciech Tochman możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
Dziedziczymy obsesję przemocy. Bez przemocy nie umiemy żyć.
Płacz jest luksusem. Samobójstwem nędzarza.
Życie to głównie zwykłe dni. To ich jakość określa poziom naszego szczęścia.
Smutek nie jest bezpieczny. Smutek człowiekowi nie służy. Potrafi odebrać rozum, władzę w nogach, oddech. Smutek to umieranie.
Ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem.
Wojciech Tochman to jeden z moich ulubionych współczesnych reportażystów. Jest dwukrotnym finalistą Nagrody Nike oraz Środkowoeuropejskiej Nagrody Literackiej Angelus, pisze świetnie, z wyczuciem, wybiera zawsze tematy trudne. Ludobójstwo (jak w Dzisiaj narysujemy śmierć), wojna i cierpienia tych, którzy ją przeżyli (Jakbyś kamień jadła), wreszcie, w najnowszym tytule Pianie kogutów, płacz psów – znów świat po ludobójstwie, Kambodża po Pol Pocie, ludzie żyjący, a raczej wegetujący w jakimś zawieszeniu. I lęk, który nie odszedł, a który wciąż sprzyja przemocy oraz ból, który zagnieździł się głęboko i którego nie da się ukoić. Tak, wiem, mamy lato, wakacje, a ja proponuję trudną książkę o cierpieniu, ale uwierzcie mi: warto.

Pianie kogutów, płacz psów dzieli się wyraźnie na dwie części: Operacja: zerwać łańcuch opowiada o staraniach kambodżańskich lekarzy, by uwolnić osoby chore psychicznie, które ich rodziny uwięziły, przykuły łańcuchem, wyrzuciły przed dom, gdzieś w las, gdzie w kurzu, błocie i własnych odchodach znoszą dzień za dniem. W ich oczach są przeklęci, opętani przez złe duchy, straceni na zawsze. Kiedyś ich bliski, teraz wrak człowieka. W Kambodży jest wielka liczba chorych, a bardzo mało lekarzy i środków na leki dla nich. W dodatku silne są dawne przekonania, ludzie często leczeni są przez szamanów, a jeśli to nie pomaga – zostawiani samym sobie i tylko karmieni od czasu do czasu z daleka. Bo strach podchodzić bliżej. Bo mąż, córka, siostra, wnuk kopie, pluje, drapie twarz paznokciami. Bo wyje, krzyczy, bełkocze coś, śmieje się. Doktor Ang Sody wie, że nie ma szans dotrzeć do wszystkich potrzebujących, ale robi, co może. Najważniejsze jest przekonanie rodziny, że ich bliskiego można wyleczyć, ale to wymaga czasu i regularnego podawania leków.

Potrafię uratować dotkniętych czarną magią, odczarować klątwy. Córka? Lałem jej godzinami wodę na głowę, żeby oczyścić ciało, cierpliwie zaklinałem duchy, żeby odeszły. Wiele lat próbowałem, trzy, pięć, jedenaście. Na nic to wszystko się nie zdało, bo duchy w córce wcale nie mieszkały. Wreszcie niedawno przyjechali ludzie z organizacji zagranicznej, zrzeszającej Khmerów z Ameryki, z Kanady. Szczodrzy byli. Tysiąc dolarów zostawili na budowę klatki. I odjechali bez sprawdzania, czy pieniądze wydaliśmy zgodnie z przeznaczeniem. Nie wiem, co to za organizacja, zdaje się, że ma w nazwie słowo: człowieczeństwo.

Operacja: zerwać łańcuch stała się głównym tematem książki, zawiera się na początku i na końcu tekstu Tochmana. W środku mamy krótsze lub dłuższe teksty poskładane z rozmów z wieloma osobami mieszkającymi w Kambodży: opowiadają o biedzie, o reżimie Pol Pota, o głodzie, o ciężkiej pracy, o braku mieszkań, o mieszkaniu byle gdzie, na przykład w nieczynnym, starym kinie. O strachu, o śmierci i o ludobójstwie, o stracie i o upartym trwaniu. Te teksty, umieszczone w środku książki, są ważne, przerażające, szarpiące duszę, a jednak chwilami nie mogłam się opędzić od wrażenia lekkiego chaosu, jakby materiał przerósł autora (co byłoby właściwie całkowicie zrozumiałe), jakby go wydrenował psychicznie i nie pozwolił w uporządkowany sposób opisać tego, co widział i o czym słyszał. A może o tym wszystkim po prostu nie da się opowiedzieć w uporządkowany sposób?

Wojciech Tochman przyznaje, że Kambodża go przerażała, że długo mierzył się ze swoim lękiem, nie czuł się na siłach postawić stopy na tej ziemi, która wydawała mu się „mroczną otchłanią”. Trochę się zmusił, przetłumaczył sobie, że „Ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem”. Tę obawę i wycofanie trochę moim zdaniem widać podczas lektury. Najgorsze jest to, że niewiele można zrobić, bo i co? Ilu osobom jest się w stanie realnie pomóc? Jak zobaczyć na własne oczy cierpienie Kambodżan, wysłuchać ich historii, a potem wrócić do Polski i żyć jak gdyby nigdy nic? A jednak tak właśnie trzeba zrobić, ale nigdy, przenigdy nie zapominać. Na zawsze nosić w sobie te opowieści.

Ludobójstwo w Kambodży nie było ludobójstwem sąsiedzkim. Kaci nie przyszli z domu obok, zza miedzy. Przyjechali z innej prowincji. Nieznajomi, obcy. A kiedy zabijanie się skończyło, wszyscy wrócili do siebie. Dzisiaj Khmerzy nie wiedzą, kim był wtedy ich sąsiad, mordercą czy ofiarą. Co robił w czasie Pol Pota? Mówi, jeśli w ogóle coś mówi, że cierpiał, głodował, umierał. Wszyscy tutaj umierali. Kto nas torturował? Kto życie odbierał? Nie wiadomo.

Ocena: 5-/6 czytaj więcej
©tanayah czyta
Otworzyć książkę i przenieść się w odległe rejony świata, mające bogatą i ciekawą historię? W miejsca, które bardzo chcemy poznać, ale niekoniecznie poprzez fizyczną podróż? Nie zawsze trzeba czegoś dotknąć, żeby poczuć i doświadczyć. Czasami wystarczy o tym przeczytać, zwłaszcza, że literacka przygoda jest o wiele bardziej bezpieczna i przede wszystkim dostępna dla każdego.

Kambodża, państwo w południowo-wschodniej Azji, na Półwyspie Indochińskim, nad zatoką Tajlandzką. Graniczy od zachodu i północy z Tajlandią, od północy z Laosem, a od wschodu z Wietnamem.

Państwo, które przeżyło wojnę domową, rządy Czerwonych Khmerów i Pol Pota. Zmasakrowane polityką terroru i ludobójstwem.

Wojciech Tochman z ogromnym wyczuciem i mądrością potrafi pisać o najgorszych wydarzeniach i tragediach jakie dotknęły drugiego człowieka. Oddaje głos ludziom, którzy byli świadkami bezbrzeżnego zła, którzy na własnej skórze odczuli czym ono jest.

Pianie kogutów, płacz psów to książka przedstawiająca obraz okaleczonego państwa, na który składa się ogląd społeczeństwa oraz pochylenie się nad losami jednostki.

Smutek nie jest bezpieczny. Smutek człowiekowi nie służy. Potrafi odebrać rozum, władzę w nogach, oddech.
Smutek to umieranie.

Pianie kogutów, płacz psów, to reportaż paraliżujący zmysły i wywołujący bardzo silne emocje. Bo jak inaczej zachować się w obliczu rzeczywistości, która zakłada człowiekowi łańcuchy, zakuwa w kajdany i zamyka w ciasnych komórkach? Gdzie czułość nie istnieje i zwykły dotyk jest czymś obcym?

Wojciech Tochman ma dar pisania o ciemności, bo ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem. Używa oszczędnej frazy, celnie trafiającą do serca czytającego. Po raz kolejny zagrał na moich uczuciach, ale sama się o to prosiłam i tego chciałam doświadczyć. Jego reportaże miażdżą percepcję, bo są prawdziwe, a prawda bardzo często jest bolesna i uwiera.

Ocena: 5+/6 czytaj więcej
©Na czytniku
Czy już wiecie, jak sobie radzę z przeszłością? Jak człowiek po śmierci potrafi żyć i nie oszaleć?

Reportaże Wojciecha Tochmana były jednymi z pierwszych, jakie czytałam. To były pierwsze książki, które musiałam odkładać w trakcie lektury, bo nie dawałam rady. Do tej pory pamiętam emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły. I choć potem przeczytałam wiele innych reportaży, takich, które chwyciły mnie za serce i zostały na bardzo długo w głowie, to Wojciech Tochman w dalszym ciągu prowadzi w moich osobistych rankingach. To jeden z niewielu autorów, których książki czytam, niezależnie od tematu. Reportaże zazwyczaj wybieram właśnie tematycznie – czytam te, które są o ciekawych miejscach dla mnie albo opowiadające interesujące mnie historie. Wojciecha Tochmana przeczytam wszystko.

Czasami pomiędzy autorem i czytelnikiem jest chemia, to jak pisze autor jest dokładnie taką formą, w jakiej czytelnik chce, by opowiadać mu o świecie. Ja tak mam z Tochmanem. Jeśli czytaliście jego książki, wiecie, że ma specyficzny styl. Pisze zwięźle, krótkimi i prostymi zdaniami, pozornie bez emocji. Jego opowieści to rzucone hasła, puenty, podsumowania. Sceny z życia bohaterów, opisane detale codzienności, fragmentaryczność. Nie każdemu będzie to odpowiadać, nie każdy to doceni.

Ja uwielbiam. Przede wszystkim za przestrzeń, jaką autor daje mi, czytelnikowi. Podziwiam oszczędność słów – za nią idzie zwielokrotnione znaczenie każdego słowa. Każde zdanie może być punktem wyjścia do moich przeżyć i przemyśleń. Tochman pisze Sześć tysięcy ludzi bez kanalizacji i nie musi pisać więcej. To zdanie niszczy mnie bardziej, niż gdybym dostała dokładny opis na trzy strony. Po takich krótkich zdaniach, stwierdzających rzeczy oczywiste, muszę książkę odkładać na moment. Nie wiem, jak autor to robi, ale zawsze dociera do sedna, do tej najważniejszej rzeczy, którą trzeba opowiedzieć. Docenia inteligencję czytelnika, wierzy w to, że sam wyciągnie wnioski, że dostrzeże to, co ważne, że przeczyta między wierszami. Jak znaleźć odpowiednie słowo na opisanie świata po ludobójstwie? Jak rozmawiać z ludźmi, którzy to przeżyli? Jak przy tym nie wpaść w sentymentalizm, górnolotność, przesadę? Jak językiem bez emocji oddać najbardziej przerażające uczucia i sytuacje, jakich człowiek może doświadczyć? Wojciech Tochman to wszystko potrafi.

Opowiadanie o ludobójstwie do łatwych nie należy. Kambodża Wojciecha Tochmana przerażała, ale jak sam mówi ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem. Tematem jest to, jak ludzie żyją w Kambodży 40 lat po Pol Pocie. Tematem jest więzienie ludzi psychicznie chorych w klatkach, wyzysk, niewolnicza praca dzieci, beznadziejność egzystencji i ten zaklęty krąg biedy, z którego nie sposób się wyrwać. Tematem są losy konkretnych osób – tych, co przeżyli ludobójstwo i tych, którym się to nie udało, lekarzy w kraju bez leków, dzieci w kraju, w którym okazywanie emocji jest zapomniane. Tematem jest wizyta w Muzeum Ludobójstwa, zderzenie dwóch światów (turysty i mieszkańca), zespół złamanej odwagi. Tematem jest w końcu sam świat, w którym często śmierć jest lepsza niż przeżycie.

Wojciech Tochman lepi z tego wszystkiego obraz Kambodży. Proste, krótkie zdania. Hasła. Detale, które na pierwszy rzut oka wydają się zbędne, ale które po pewnym czasie nabierają sensu. To one budują świat, który tworzy autor, to dzięki nim możemy zrozumieć bardziej to, co czytamy, choć wydaje się to zupełnie niezrozumiałe. Dzięki nim przenosimy się do Kambodży. Dodatkową wartością książek Tochmana jest to, że pisząc o ludobójstwie w dalekim kraju, jednocześnie pokazuje, że ludobójstwo to proces, który może zajść wszędzie. Zostawia w nas niepokój.

Pianie kogutów, płacz psów przeczytałam już dwa razy i wiem, że na pewno przeczytam jeszcze kilka razy. Czekałam na nią bardzo długo, zamierzać też długo ją czytać. Wam też polecam przynajmniej dwukrotną lekturę. Ta opowieść brzmi trochę inaczej za drugim razem. Bo pierwszy raz skupiamy się na warstwie informacyjnej, na poruszanych tematach, bohaterach, wątkach społecznych i politycznych. Za drugim razem dochodzą do głosu emocje.

Chciałabym, żeby Tochman opowiadał mi o całym świecie.


– Jeśli temat Kambodży Was zainteresował, koniecznie sięgnijcie po książkę Uśmiech Pol Pota Petera Fröberga Idlinga

– Jedną ze wspomnianych postaci w książce jest Nhem Ein, fotograf, który robił zdjęcia więźniom przed śmiercią. Podobną opowieść mieliśmy już okazję poznać w książce Fotograf o syryjskim reżimie. Jest też przecież Wilhelm Brasse, fotograf z Auschwitz. Potrzeba uwieczniania zbrodni na zdjęciach może być ciekawym zagadnieniem do zbadania.

– Dla mnie obowiązkową lekturą po tej książce jest wspomniany esej Susan Sontag Widok cudzego cierpienia.

Ocena: 6/6 czytaj więcej
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Komentarze dotyczące książki:
  • Awatar

    2,5
    Z posłowia dowiedziałam się, że Autor miał zamiar napisać książkę o Kambodży i przygotowywał się do tego przez kilka lat. Chyba jednak coś nie wyszło..... Po pierwsze Panie Autorze Pan sam potrzebował kilka lat na zrozumienie Kambodży i jej problemów, a książkę napisał Pan tak jakby każdy potencjalny czytelnik znał ten kraj od podszewki. Nic Pan w swoim reportażu nie tłumaczy, nie ułatwia Pan odbiorcy zrozumienia mentalności bohaterów, ani sytuacji w jakiej się znaleźli. Napisał Pan książkę, która jest głosem w dyskusji o ludobójstwie w Kambodży, ale nie przybliża czytelnika do zrozumienia tej sytuacji. Drogi czytelniku jeśli o Kambodży nie wiesz nic, a to jest Twoja pierwsza lektura na ten temat, od razu ją odłóż, bo się mocno rozczarujesz i zniechęcisz do kolejnych reportaży Autora.
    Moim zdaniem została napisana bez planu. Reporter biegnie przez tematy z prędkością maratończyka, tylko lekko dotykając opisywanych problemów. Żadna opisywana historia nie zapada w pamięć i nie wzbudza głębszych uczuć w odbiorcy. Dla czytelników z innego kręgu kulturowego niż bohaterowie, będzie to kolejna książka o cierpieniu, wojnie, biedzie i głodzie, o wykorzystywaniu nieletnich do niewolniczej pracy, o zmuszaniu człowieka do postępowania wbrew sobie. Tylko czy Wojciech Tochman chciał napisać właśnie o tym? Kolejną książkę o tym samym?

  • Awatar

    Dobry kawałek reportażu. Autor stroni od swej oceny (pozostawiając ją na koniec) i ostrożnie dobiera słowa. To czyni książkę brutalną, brudną, wręcz pornograficznie zorientowaną na ludzkim cierpieniu. Cierpieniu, które często przypominało opisy z II WŚ, jednak tutejsza specyfika czyniła je unikalnymi, co jeszcze bardziej je potęgowało.
    W dodatku nic nie wiem o Kambodży, więc tym bardziej to dla mnie pozycja intrygująca - nie jest to przyjazne wprowadzenie, szczegółowy opis historii - po prostu rzeczy się dzieją, i pewne miały miejsce w przeszłości.
    To także historia o tamtejszym państwie, które nie działa. Często myślałem w tym kontekście o różnicach między Polską i warunkami do skutecznego egzekwowania prawa.
    Polecam.

Warto zerknąć